points
int64
-28
1.22k
story
stringlengths
40
4.36k
49
Dziś po latach odwiedziła mnie znajoma. Ucieszyłam się, ALE do czasu. Okazało się, że umówiła się z facetem w knajpie naprzeciw mego mieszkania. Wystawiła gościa, gapiąc się na niego z okna.
49
Cierpię, bo nie mam ojca. W wieku 4-5 lat urwał mi się kontakt z moim ojcem (którego pamiętam jak przez mgłę). Moja matka odcięła mnie od niego, gdy się wyprowadziliśmy ponad 700 km od niego, on sam zmarł kilka lat po przeprowadzce. Nigdy nie miałam w swoim życiu mężczyzny, który próbowałby być wzorem jakiegoś ojca. Nie wiem, jak to jest go mieć, jak się spędza z nim czas, jak okazuje miłość, jak się opiekuje. Nie wiem, jak to jest i boli mnie to, że nigdy się nie dowiem. Gdy byłam mała nie zdawałam sobie sprawy, że jest to tak ważne i będę za tym płakała po nocach. Teraz, gdy jestem nastolatką, często patrzę na fikcyjnych mężczyzn pod kątem „ojca” niż romantycznie. Niedawno postanowiłam obejrzeć serial Sherlock Holmes i pomimo że znałam to wcześniej, to dopiero niedawno się za niego zabrałam. Wtedy pomyślałam o Sherlocku (tak, wiem, niezły kandydat, ha, ha) jako o ojcu. Spodobał mi się pod tym względem i wyobrażałam sobie, że jestem jego córką. Czytałam i sama pisałam wiele opowiadań o tym, jak przeżywałam przygody razem z nim. Jak okazywał swoją ojcowską miłość, oczywiście to wszystko było moimi wyobrażeniami. Dziś jednak coś mnie wzięło i zaczęłam płakać, nawet teraz wycieram łzy, gdy to piszę. Tak bardzo chcę mieć tatę, tak bardzo chcę mieć tatę. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że to się nie stanie. Nieważne, ile będę płakać, jak bardzo będę tego chcieć. Mój ojciec nie żyje, moja matka mi uniemożliwiła z nim kontakt. To jest tak niesprawiedliwe... Nie rozumiem ludzi, którzy plują na swoich ojców i mówią na nich „stary”. Nawet nie wiedzą, jakie mają szczęście.
49
Na początku pandemii zostałam zgwałcona. Nie powiedziałam tego dla nikogo i stwierdziłam, że sama sobie z tym poradzę. Zachowywałam się jakby nic się nie stało i dopiero we wrześniu tego roku trauma dała o sobie znać i nie daję sobie rady z tym, co się stało. Zawsze byłam ambitna, teraz mam problem z wstaniem z łóżka i wszystkie moje marzenia stały się nieosiągalne. To wyznanie piszę, aby wszystkie osoby, które kiedyś doświadczyły tragedii, nie czekały na nic i szły do specjalisty, bo to żaden wstyd i nigdy nie wiecie, kiedy trauma da o sobie znać. Trzymajcie się cieplutko!
49
Co tu dużo mówić. W liceum omawialiśmy "ludzi bezdomnych", zazwyczaj nie wyrabialiśmy się z przeczytaniem lektur, a niektórzy w ogóle nie zaczęli. No cóż, zazwyczaj w tym wieku jest tak, że jak ktoś cię do czegoś przymusi to robisz to niechętnie, ale anyway. Nauczycielka zapytała klasę jak ma na imię brat głównego bohatera. Nikt się nie zgłasza. Nie żeby nikt nie wiedział, ale ja np. nie lubiłem zabierać głosu przed klasą i inni chyba też. Nagle zrezygnowana mówi "Wiktor". Był u nas w klasie również kolega o tym imieniu, który w sekundzie się wyprostował i po długim "yyyy" w końcu powiedział "nie wiem". Mina nauczycielki bezcenna. Mina kolegi gdy nauczycielka uświadomiła go, że to imię jednego z bohaterów jeszcze lepsza.
49
Od najmłodszych lat mój ojciec znęcał się nade mną nie tylko fizycznie ale również psychicznie ale od kilku lat jest coraz gorzej. Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to takie na którym leje mnie tak że miałam ochotę umrzeć, krzyczałam tak mocno a żaden sąsiad mi nie pomógł. Każdego dnia słyszę poniżania z jego strony np. w stylu że dziecko 5 letnie lepiej zrozumie, bo zaraz wylecisz przez okno bez spadochronu. Od dłuższego czasu nie było tygodnia żeby mnie nie uderzył w twarz, nie poniżył. Jeszcze gorzej zaczyna się w momencie, gdy wypije, a to zdarza się praktycznie codziennie. Od wielu lat zastanawiam się dlaczego to trafiło na mnie. Kilka lat temu miałam próbę samobójcza wzięłam wszystkie leki, które były w domu, a nikt nawet tego nie zauważył…. Zastanawiam się czy ludzie tego nie widzą czy nie chcą zauważyć, gdy chodziłam na wf mając całe nogi w śladach od pasa z zapłakanymi oczami nigdy nikt się mnie nie zapytał czy w domu jest okej. Jedno z gorszych słów, które od niego usłyszałam to takie, że nie jestem już jego córka. Mam już tak zszarganą psychikę, że potrafię każdej nocy płakać, a to że nie mam o tym z kim pogadać jeszcze bardziej mnie dobija. Najgorsze w tym jest to że on nie widzi jak mnie krzywdzi tylko widzi to co dzięki niemu mam( jego ulubione zdanie ,,zrób to co ja zrobiłem „). Ktoś teraz może mi odpowiedzieć to gdzie jest w tym wszystkim matka ( sama się go boi, gdyby to gdzieś zgłosiła straciłaby 2 pracę które on uważa że jej załatwił ) . Mając 19 lat w moim życiu są i były same zakazy: nigdy nie była u mnie koleżanka, nigdy nie byłam na imprezie , nigdy nie byłam na nocce u koleżanki, nigdy nie byłam na urodzinach, nawet nie wychodzę nigdzie że znajomymi no on uważa że są nie potrzebni mi. Odkąd byłam mała powtarzałam sobie, że wyprowadzę się jak będę miała 18 lat a on ma nade mną taka władze że mam wrażenie że nigdy tego nie zrobię a ja jestem tylko mu potrzebna to gotowania i sprzątania. Wydaje mi się że zawód który wykonuje sprawił że taki się stał... jest na wysokim stanowisku w policji przez co poniekąd jest bezkarny. Jest mściwy i byłby w stanie posunąć się do wszystkiego gdyby ktoś się mu sprzeciwił. Wkur**a mnie to, że każdy uważa go za ideał bo tak się przy innych zachowuje a dla swojej rodziny jest kawałem chuja…
49
W niedzielę wybrałem się na zakupy do marketu, bo lubię zafundować sobie jakieś fajne śniadanie, gdy mam wolne. Przypomniałem sobie, że dnia poprzedniego moja dziewczyna kupiła sobie taką małą paczuszkę sushi, która z niewiadomych powodów zamiast kosztować 8 zł z hakiem to na paragonie było nabite 4,65. Pomyślałem, że to świetna oferta i że wrąbałbym takie sushi na śniadanie. Udałem się więc na dział z lodówkami i rozglądam się za przysmakiem. Patrzę, jest! Ostatnie opakowanie, czym prędzej biorę je w swoje łapki i odwracam się, żeby kontynuować zakupy, gdy nagle przede mną pojawia się średniego wieku jegomość. Zabiera mi sushi z ręki i mówi: - O! Ile to kosztuje? Odwraca opakowanie, gdzie była naklejona cena promocyjna 4,65! Po czym jak gdyby nigdy nic wkłada moje śniadanie do swojego koszyka i zaczyna odchodzić. Dobrą chwilę zajęło mi ogarnięcie, co się właściwie stało, rozglądam się za ukrytymi kamerami, bo myślałem, że takie rzeczy to tylko pranki na YouTubie. Krzyczę do niego, że chwila moment! Podchodzę do jego koszyka, wyciągam sushi i wkładam do swojego dodając, że to moje. W życiu sushi na śniadanie nie smakowało mi tak bardzo.
49
Pewnego razu weszłam do taniego sklepu obuwniczego. Akurat wtedy były przeceny, więc w sklepie było dużo ludzi. Z racji z tego, że sklep był też mały, trzeba było się przeciskać. No więc gdy tak mijałam pewnego na oko 80-letniego pana, ten mnie zaczepił i tak do mnie: - Co szmato, chciałaś się o mnie poobcierać, żeby później mnie oskarżyć, że cię chciałem zgwałcić! Dałam mu w dziób i wyszłam.
49
Jako że jestem sprzedawcą sprzętów RTV i AGD, bardzo często zdarza się trafić na różnych klientów. Nasza sprzedaż jest oceniana przez tajemniczego klienta i trzeba mówić ustalonym przez firmę standardem obsługi itd. Kto pracuje w takiej branży, to wie, o co chodzi. No ale do rzeczy. Stoi dwóch klientów przy aparatach foto i oczywiście podchodzę do nich i standardowa gadka: "Witam, widzę, że zainteresowali się panowie aparatami fotograficznymi, blablabla...". No i przeszedłem do badania potrzeb: - Jakie będzie główne przeznaczenie aparatu? Bardziej uniwersalne czy np. fotografowanie martwej natury? - Bardziej martwa natura ha, ha, ha! (salwa śmiechu, aż pomyślałem, że mam coś może na ryju i cisną ze mnie bekę). - A mogę wiedzieć, z czego panowie tak się śmieją? - spytałem. - Bo my z zakładu pogrzebowego jesteśmy!
49
To zdarzenie miało miejsce w tamtym roku. Planowałam kupić sobie nowy, lepszy telefon, udałam się więc do mojego banku, by dowiedzieć się czy mogę wziąć jakaś małą pożyczkę na ten cel. Na moje konto regularnie wpływają pieniądze, bo dostaję stypendium i dodatkowo moi współlokatorzy wpłacają mi czynsz za stancję, a ja pełną kwotę przesyłam właścicielowi. Myślałam więc, że może te stałe comiesięczne wpływy zaważą pozytywnie na decyzji. Podeszłam więc do babeczki i pytam, czy mam jakąś możliwość wzięcia pożyczki. Pani poprosiła mnie o dowód, sprawdziła coś w komputerku i wywiązał się dialog: - Pracuje pani? Wtedy nie miałam umowy pracę, dorabiałam sobie na ulotkach i zawsze jakieś pieniądze mi na konto wpływały. - Wie pani, nie mam stałej pracy, dorabiam sobie, co miesiąc wpływają mi pieniądze na konto. Babeczka spojrzała na mnie jakoś tak krzywo... - Czyli nie pracuje pani? Sobie myślę, no pracuję, co prawda nie na stałe ale praca jest. - Pracuję dorywczo, raz dostaję więcej, raz mniej ale stypendium dostaję zawsze tyle samo. - Rozumiem, ale musi pani dostawać przelewy tytułem "wynagrodzenie", stypendium się nie wlicza. Pomyślałam, no okej, dziwne procedury banku, trudno. Babeczka w ogóle była dla mnie jakaś taka opryskliwa. Podziękowałam i wyszłam. Będąc już w domu postanowiłam, że skoro tak się nie da to będę odkładać na ten telefon, wpłacając co miesiąc jakąś sumkę na konto oszczędnościowe i zacznę już dziś. Zalogowałam się na konto, a to był akurat chyba 15 dzień miesiąca, więc stypendium i czynsz od współlokatorów wpłynął już na konto. Patrzę i własnym oczom nie wierzę... Moi lokatorzy różnie tytułowali przelewy i zawsze pisali coś śmiesznego, typu "za obornik", "za obieranie ziemniaków", nawet "za pranie majtek i skarpetek" ale dzisiaj to po prostu przeszli samych siebie. Przelew tytułem "za seks"... Momentalnie moja twarz zrobiła się czerwona. Co sobie musiała pomyśleć ta baba w banku... Od tamtej pory współlokatorzy mają nakaz tytułowania przelewu "czynsz".
49
Postanowiłam zrobić mojemu chłopakowi test na miłość. Skłamałam mu, że przez kilka dni pod rząd zapomniałam o tabletkach antykoncepcyjnych i że mogę być w ciąży. Nie widziałam go od trzech tygodni.
49
Zakończyłem mój romans, bo stwierdziłem, że jestem strasznym dupkiem, że to robię, a tak naprawdę zależy mi tylko na szczęściu mojej żony. Dwa dni później moja żona dostała anonim ze zdjęciami, na których uprawiam seks z kochanką.
49
Leżałam w łóżku z moim chłopakiem i oboje nie mogliśmy zasnąć. Wymyśliłam grę w "co by było gdyby" - wiecie, odpowiadaliśmy sobie nawzajem na pytania czysto hipotetyczne, takie gdybanie. Gdy zapytałam chłopaka co by było, gdyby mnie nie poznał, odpowiedział, że miałby święty spokój.
49
Byłem dziś tak zakręcony, że zmówiłem modlitwę przed wyniesieniem śmieci.
48
Sytuacja wydarzyła się, gdy miałam jakieś 7, może 8 lat. Warto zaznaczyć, że mieszkam w domku jednorodzinnym, a mój pokój znajduje się na parterze, z widokiem na ogród. Czas akcji: około drugiej nad ranem. Jako mała dziewczynka miałam straszne problemy ze spaniem. Często budziłam się i nie byłam w stanie dalej spać. Tak też było tej nocy. Rodzice dawno zasnęli, a ja, obudziwszy się jakąś godzinę temu, bawiłam się zabawkami. Wiedziałam, że światło i hałas mogą obudzić rodziców i ich zdenerwować, więc niczym ninja zapewniałam sobie rozrywkę po ciemku, dialogi między zabawkami prowadząc w głowie. Wtedy zaczęło się dziać. Mianowicie usłyszałam jakiś szmery za oknem. Zaciekawiona delikatnie wychyliłam się, by zobaczyć co to. Po podwórku krzątało się (chyba) dwóch panów. Ujrzawszy ich padłam na ziemię i w tej pozycji czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Jedna z czarnych sylwetek zbliżyła się do okna i zaczęła uważnie oglądać framugi itp. Z początku chciałam iść z tym do rodziców, ale pomyślałam, że nakrzyczą na mnie za to, że nie spałam. W mojej małej główce narodził się inny plan. Wzięłam sporych rozmiarów zabawkowy radiowóz (taki, któremu się koguty świecą) i przyczołgałam się pod okno. Chciałam włączyć światła koguta, po czym nagle wyskoczyć i krzyknąć "BUU!", żeby ich wystraszyć. Niestety, podnosząc się walnęłam czołem o parapet. Nieznajomy ujrzał zatem zataczającą się dziewczynkę, której twarz wykrzywiał grymas bólu. Mimo to nie poddałam się. Włączyłam koguty, światła błyskają, opieram się o zdradziecki parapet i ze łzami w oczach tłukę w szybę, wyjąc płaczliwie "Buu!" "ŁaaaŁaa!" "Badziebadla!" itp. Koleś odskoczył jak kwasem przeżarty. Padł na ziemię i zaczął się czołgać w rozpaczliwiej ucieczce. Chwilę potem pokonał płot i ogródek był pusty. Niestety cały ten rumor zwabił do pokoju mojego tatę. Ujrzawszy swą córkę z czerwonym, bolącym czołem, ze świecącym radiowozem w ręce i łzami w oczach zapytał, co tu się wyprawia. A ja, z dumą odparłam: - Tato, wygoniłam czarnego pana! Kary za niespanie nie dostałam, za to zleciała się policja. Nieznajomych co prawda nie złapano, ale też nigdy więcej nie pojawili się na terenie naszego ogródka. Zresztą, co się dziwić...
48
Jestem totalną sierotą życiową. Z wieloma rzeczami w życiu sobie nie radzę. Jak ktoś mi coś złego zrobi, to sam sobie bym nigdy nie poradził, nie potrafiłbym zastosować samosądu, tylko musiałbym to zgłosić. Nie mam pojęcia jak np. płacić przez Internet, to znaczy nie wiem co zrobić, by robić zapłaty za zakupy przez sieć. Gdy pracowałem w pewnym zakładzie, to niektórych prostych rzeczy nie potrafiłem zrobić. Powiem jeszcze tyle, że mam już ponad 20 lat, a nie potrafię być samodzielny. Nie śmiejcie się, ale taka jest ponura prawda. Wiele rzeczy robią za mnie domownicy, czuję się, jakbym miał nie ponad 20 lat, a jakbym miał 8, bo ośmiolatek też nie jest niezależnym, samodzielnym człowiekiem. Śmiało, piszcie, że jestem głąbem, bo taka prawda.
48
Gdy byłam w młodszych klasach podstawówki (1-4, nie pamiętam, kiedy to było, bo minęło sporo czasu), przyniosłam pewnego dnia do szkoły piękny medalion – duży, przezroczysty, z fioletowym płynem w środku. Na przerwie stałam w holu i kręciłam tym medalionem, trzymając go za sznurek. Moja nauczycielka zabrała mi go – rozumiem, bo w tym holu było dużo innych dzieci i mogłam przez przypadek kogoś tym trafić i wyrządzić krzywdę. Pani powiedziała, że później odda to mojej mamie. Myślicie, że dotrzymała słowa? Mylicie się. Aktualnie jestem w drugiej klasie technikum, mieszkam od kilku lat w innym państwie, swojej własności nadal nie odzyskałam i wątpię, że kiedykolwiek odzyskam.
48
Piątek wieczór, domówka u siostry. Jej znajomy miał wpaść tylko w krótkie odwiedziny zobaczyć świeżo narodzonego dzieciaka, ale koniec końców został u niej na noc (spaliśmy w tym samym pokoju, na osobnych łóżkach). W trakcie imprezy pisałam na telefonie z moim wtedy obecnym lubym, a on zaczął się do mnie jakoś spinać, więc stwierdziłam, że odłożę telefon, zajmę się domówką i wyjaśnimy to sobie następnego dnia. Pech chciał, że obudził mnie dzwonek telefonu o szóstej rano. Odbieram i słyszę wielkie pretensje w głosie. Mocno poirytowana, myśląc, że przecież nie chciałam wyjaśniać sprzeczki o tak wczesnej godzinie, mówię, że pogadamy później, po czym odkładam telefon. Patrzę na niego... o kurczę! To ewidentnie nie jest mój telefon! ODEBRAŁAM TELEFON ZNAJOMEGO SIOSTRY, KTÓREGO ZATROSKANA DZIEWCZYNA MARTWIŁA SIĘ PO PROSTU GDZIE ON JEST. Nie wiem, czy wytłumaczył się jej jakoś z tej niekomfortowej sytuacji i udowodnił, że jednak jej nie zdradza, ale chętnie się dowiem, jeśli to czytasz, nieznajomy. PS Nie pogadałam z nią później, chyba nie miała ochoty. PPS Byłam po dwóch godzinach snu, zrozumcie mój błąd.
48
Mój chłopak zawodowo trenuje kolarstwo. Niestety niedawno połamał obie nogi, więc jeździł na wózku. Ja jako jego pomocna dziewczyna wszędzie z nim chodzę i mu pomagam w bezpiecznym poruszaniu się po ulicy. Pewnego dnia staliśmy w kolejce w supermarkecie. Mój ukochany bardzo się nudził, więc postanowił udawać osobę niepełnosprawną fizycznie i psychicznie. Co tu dużo mówić: robił zeza i nienaturalnie wygiął palce u rąk. Na dodatek nogi miał przykryte kocem, ponieważ przez gips mógł założyć tylko krótkie spodenki, a w takich było mu zimno. W pewnym momencie zaczepiła mnie starsza pani i zaczęła wychwalać, że jestem bardzo dobrą dziewczyną, gdyż "kocham sercem, a nie oczami". Zdziwiłam się, ale po chwili załapałam o co chodzi i ciągnęłam dalej kłamstwo mojego lubego. Kilka dni później zdjęto gips z jego nóg. Spacerowaliśmy razem po parku, gdy ponownie natknęliśmy się na staruszkę z supermarketu. Oboje dostaliśmy ochrzan. Ja za to, że zdradzam mojego niepełnosprawnego chłopaka z jego bratem, a on za to, że kradnie bratu dziewczynę.
48
Muszę opisać pewną sytuację, której do dzisiaj nie mogę zrozumieć i pojąć. Był poniedziałek, obmyślam jak by tu wypocić piwska po weekendowej domówce. Siłownia czy jogging? Padło na jogging. Miałem dzień wolny od uczelni oraz pracy, więc postanowiłem wybrać się od razu. Wbiegam do parku, męczę się, skaczę po tych drzewach jak małpa i co widzę? Jakieś 50 – 60 m dalej kobieta z dzieckiem w wózku oraz zaiste jest partner kłócą się krzycząc na siebie. Ogólnie rzecz biorąc wydaje się normalna sytuacja, jak to w związkach, więc no nic biegnę dalej. Kiedy zawinąłem pętlę w koło parku postanowiłem na chwilę odpocząć, więc usiadłem na ławce. Rozglądam się, podziwiam piękną zieleń i czuję się naprawdę wyciszony, spokojny i zrelaksowany. Po minucie naprawdę głębokiej ciszy z prawej strony słyszę płacz dziecka i jakieś krzyki, myślę no nie, no po prostu no nie. Ruszam w stronę słyszanych odgłosów. Była to ta sama para, którą widziałem przed godziną kłócącą się. Postanowiłem podejść powoli i uświadomić parę, że jest również z nimi dziecko, które płacze od jakiegoś momentu. Nie wspominając im, że jest późna godzina i dość chłodny wieczór z komarami dającymi się we znaki. Podchodząc zauważyłem, że facet odepchnął wózek z dość sporym impetem, złapał kobietę rękoma za ramiona i uderzył ją głową, jak to niektórzy mówią "z bańki". Tego co poczułem w tamtej chwili nie da się opisać, ale złapałem taki wnerw i adrenalinę, że mógłbym podnieść chyba TIRA. Dobiegając do tego damskiego boksera wiedziałem, że nie będę w ogóle z nim rozmawiał, tylko uderzę go tak samo, jak uderzył przed momentem tą dziewczynę. I tak się stało. Leżał na ziemi, a ja przydusiłem go i zapytałem dziewczynę, czy chce zgłosić odpowiednim organom to, co zaszło przed chwilą. Nie usłyszałem odpowiedzi, jednak poczułem uderzenie w tylną część głowy. Było to uderzenie dziewczyny, którą uderzył przed momentem ten facet. Po chwili zapytała mnie „Dlaczego się wtrącasz?” dodając „Nikt nie prosił cię o pomoc”. Skamieniałem i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Odpowiedziałem „Przy takich sytuacjach nie mam zamiaru przechodzić obojętnie” dodając „Ten facet zrobił pani krzywdę i na wszystko patrzyło dziecko, które nieprzerwanie płacze od kilku minut”. Popatrzyła na mnie, pomogła wstać facetowi, który ją uderzył (facet siedział oparty o drzewo), wzięła wózek i odeszli mrucząc coś pod nosem, pozdrawiając mnie środkowym palcem. Wróciłem do domu i wziąłem naprawdę lodowaty prysznic, których normalnie nie znoszę.
48
Historia ta wydarzyła się gdy chodziłam do "zerówki" w szkole podstawowej, która mieści się w mojej rodzinnej wsi. Tego dnia z okazji zakończenia roku szkolnego i rozpoczęcia się wakacji dzieci śpiewały mnóstwo piosenek. Zamiast zwykłego podkładu muzycznego, nauczyciel muzyki przygrywał na keyboardzie. Atrakcją po zakończeniu się apelu było to, że każdy, kto chciał i miał wystarczająco dużo odwagi, mógł zaśpiewać przed całą szkołą do mikrofonu. Na początku nie było chętnych, ale powoli dzieci się rozkręcały. Większość z nich śpiewała piosenki, których nauczyły się w szkole. No a wiadomo, jako dziewczynka od zawsze marzyłam, żeby zostać piosenkarką i uwielbiałam śpiewać, więc zgłosiłam się i poszłam na "scenę". Pan od muzyki zapytał jaką piosenkę chciałabym zaśpiewać. Powiedziałam, że "Było ciepłe lato". Pan nie skojarzył, o co mi chodzi (a chodziło mi oczywiście o piosenkę "Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka" zespołu Łzy) i powiedział, że nie zna takiej, więc mam śpiewać bez podkładu. Zaczęłam śpiewać. Niestety wtedy właśnie stała się modna wersja niecenzuralna, którą non stop śpiewali starsi uczniowie, a którą ja dzięki nim, znałam na pamięć. Oczywiście nie wiedziałam, o co w niej chodzi. Do dziś pamiętam, najpierw dumną i uśmiechniętą, a potem nagle zdziwioną minę mojej mamy, jak zaczęłam śpiewać "Było ciepłe lato choć czasem padało, dużo wódy się piło i trawę jarało...". Wszyscy byli w takim szoku, że mikrofon zabrał mi pan od muzyki dopiero, gdy zaczęłam śpiewać "Agnieszka ssała mego orzeszka". Dziś mam 18 lat i niezły ubaw, a wtedy sądziłam, że wszyscy są zdumieni i onieśmieleni moim cudownym głosem...
48
Poznałem w wakacje dziewczynę. Od razu bardzo mi się spodobała. Zaczęliśmy sporo czasu ze sobą spędzać, ale po tym, gdy pierwszy raz się całowaliśmy, powiedziała mi otwarcie, żebym na wiele nie liczył i że to tylko taka krótka, wakacyjna przygoda. Za miesiąc będzie równych 5 lat, jak trwa nasza krótka, wakacyjna przygoda. A w sierpniu mamy zaplanowany ślub :)
48
Dorabiam sobie pracując w kawiarni. Jednego dnia jak byłam w pracy zobaczyłam, że przyszła dziewczyna, którą znałam ze szkoły. Byłyśmy w jednej klasie i jej ulubioną rozrywką w liceum było poniżanie i ośmieszanie mnie. Usiadła z koleżankami przy stoliku i jak tylko mnie zauważyła to, nie kryjąc się z tym, zaczęła coś im opowiadać na mój temat, co bardzo je rozbawiło. Patrząc na mnie z pogardą zamówiła gorącą czekoladę, a jej koleżanki po kawie. Jak dobrze się złożyło, że akurat miałam w torebce tabletki na przeczyszczenie... Nie warto zadzierać z osobą, która przygotowuje ci jedzenie. Lub gorącą czekoladę.
48
Już dziś wiem, że nadchodzące święta będą dla mnie ogromnym przeżyciem. W tym roku mój syn, który mieszka i pracuje w Anglii, w końcu dostał urlop w okresie świątecznym. Pierwszy raz od pięciu lat przyjedzie na święta do domu. Dziś się o tym dowiedziałam i w tym momencie jestem najszczęśliwszą matką na świecie! To niezwykle banalne, ale zarazem najwspanialsze co może się przytrafić - spędzać okres świąt ze swoim dzieckiem.
48
Moja dziewczyna, z którą mieszkam od roku, była wczoraj u ginekologa, gdzie została zbadana wziernikiem. Gdy spytałem jak było, odpowiedziała, że "pierwszy raz poczuła, że naprawdę ma coś w pochwie".
47
Ciężko mi coś napisać tutaj i opisać swój problem, a bardziej chciałabym jakiejś opinii, czy to ja coś źle robię. Postaram się bardzo w skrócie opisać sytuację z tak naprawdę dzisiaj. Mam przyjaciółkę, która (nie pierwszy raz) nawaliła się i jej pilnowałam i odprowadzałam do domu. Za każdym razem nasi nawaleni totalnie znajomi (ona też) wyzywali ją i mnie i się naśmiewali z różnych rzeczy. Była w takim stanie, że nie potrafiła nic ogarnąć i to ja jak zwykle jej bronię, próbuję ogarnąć sytuację, pomóc jej, tylko że ona przez to, że nic nie ogarnia, nic z tym nie robi i to mi się dostaje, że to ja jestem sztywna, powalona etc. Tylko dlatego, że ją bronię. A ona każe mi się jeszcze ogarnąć, dlatego że ona "wszystko ogarnia i rozumie", pomimo że jest tak pijana, że ledwo chodzi. Ciężko mi opisać to w krótki sposób, ale chciałabym wiedzieć, czy to naprawdę we mnie jest problem, że jej bronię albo nie pozwalam odwalać jakichś akcji jak jest nawalona albo żeby (pomimo wcześniejszej konsultacji z nią na trzeźwo, że mam jej nie pozwalać) pozwalała komuś spać u niej "bo tak". Nie wiem co myśleć, czy to we mnie jest problem czy nie, że staram się jak najlepiej umiem.
47
Czuje, że „odchodzę” od rodziny. Ciągle się z każdym kłócę, każdy ma do mnie pretensje nawet jak coś zrobię w domu, bo oni zrobiliby to lepiej. Z matką nawet na siebie nie patrzymy, a z ojcem nie chcę rozmawiać. Nie wiem co robić. Boję się, że będę musiał odejść, bo długo tego nie wytrzymam...
47
Od czterech lat moje życie jest zbudowane na naprawdę okrutnym i wielkim kłamstwie. Boję się, że jak je zdradzę komukolwiek, to będę musiał się zabić, żeby nie przechodzić przez piekło.
47
Historia w zasadzie nie jest jakaś niespotykana. Możliwe, że piszę to tylko po to, aby się wygadać, bo nie mam komu o tym powiedzieć. Jestem w ciąży, niechcianej przeze mnie. Antykoncepcja zawiodła i po 2 miesiącach dowiedziałam się dopiero, że coś jest nie tak, gdyż wcześniej miałam normalnie okres. Mój narzeczony chce dziecka i choć wiedział, że ja dzieci nie chcę, jest przeciwko jego usunięciu. Wszyscy wokół mnie się cieszą, a ja w głębi serca jestem załamana. Można powiedzieć, że mogę urodzić i oddać narzeczonemu, ale ja nie chcę rodzić. Wszystko związane z ciążą, porodem i dziećmi mnie brzydzi, przeraża... nienawidzę dzieci. Poza tym wiem, że nikt mi nie pozwoli odciąć się od tego dziecka po porodzie. Próbowałam za plecami bliskich usunąć ciążę tabletkami, ale nie dało rady. Gdy na USG widziałam, że serce płodu bije, byłam zrozpaczona. Nie stać mnie na wyjazd za granicę. Nie wiem co mam zrobić, szukam wszelakich sposobów w internecie, ale nie chcę też sobie zrobić krzywdy. Z drugiej strony nawet jakby mi się udało uszkodzić płód, to w Polsce i tak jest zakaz aborcji płodu z wadami. Wiem, że dla wielu będę brzmieć jak okrutny człowiek, ale to dla mnie za dużo...
47
Pierwszego dnia świąt spotkałem w klubie kobietę (31 lat ). Oboje byliśmy pijani i po kilku godzinach wylądowaliśmy u mnie w mieszkaniu w łóżku. Po wszystkim powiedziała mi, że kiedyś miała spore wymagania co do facetów, ale teraz je obniżyła, bo szuka stabilności. W tamtej chwili poczułem się, jakby strzeliła mi w twarz. Pomimo że ładna, to głupia, sama siebie zdradziła tym tekstem. Zapytałem się, czy ma na taksówkę, czy jej dać, bo musi już się ubrać i wychodzić. Wyszła obrażona. Tak sobie myślę i żałuję, że uniosłem się honorem i ją wyprosiłem z mieszkania. Mogłem to zrobić za 3-4 miesiące, kiedy seks z nią zacząłby mi się nudzić. Bezczelna kobieta.
47
Co jakiś czas wpadam na Anonimowe, bo lubię udzielać się w komentarzach. Lubię dzielić się swoimi poglądami i dyskutować o nich z tymi, którzy widzą świat inaczej. Potem ludzie zaczynają kojarzyć mój nick i normalna dyskusja się kończy, a zaczynają wycieczki osobiste. Dlatego kasuję wtedy konto, robię sobie kilkutygodniową przerwę, a potem wracam pod nową postacią. I pierwsze co robię, to szukam ludzi, których polubiłam poprzednim razem, ale ich nie znajduję, więc pewnie nie jestem jedyną, która tak robi.
47
Pamiętam jak moja pierwsza dziewczyna w życiu, po tym jak dowiedziałem się, że obrabia 3 gości naraz, zagroziła że "jak odejdziesz ode mnie to cię oskarżę o gwałt". Wyśmiałem ją bo wiedziałem, że do niczego takiego nigdy nie doszło, więc nie miałaby jak tego sfałszować. Więcej jej nie widziałem, ale nie smak pozostał. Mam wrażenie, że gwałt dzisiaj się wykorzystuje jako "kartę obronną" przez kobiety. Trudno udowodnić, ale można komuś życie zniszczyć.
47
Wracam sobie spokojnie tramwajem do domu, przeglądam anonimowe, słucham muzyki. Dość tłoczno, ale to nie dziwota o tej porze. Czytałam akurat jedno z tych strasznych wyznań, zaraz ma nastąpić kulminacja, aż tu nagle czuję, że ktoś narusza moją przestrzeń osobistą. Ludu było sporo, ale nie aż tak, żeby praktycznie się do mnie przykleić i dodatkowo tak niemiłosiernie sapać. Ja niezadowolona, obracam się, żeby zobaczyć kto to. I co? Oczywiście, że kanar. Wyglądał na jednego z tych nieprzyjemnych, ale co ja się tam będę przejmować, przecież bilet mam. Wyjmuję słuchawki z uszu i zaczynam szukać portfela. Po przetrząśnięciu torby kilka razy zaczynam wpadać w panikę. Jak to możliwe, przecież go na pewno pakowałam, pewnie ktoś mi go ukradł. Łzy w oczach, już mam mówić, że biletu nie mam, aż tu koleżka na oko kilka lat starszy ode mnie łapie mnie za przedramię i uspokajającym tonem mówi "Kochanie, głupolku, co ty robisz? Przecież dałaś mi swój bilet na ostatnim przystanku" i sam zabiera się do szukania. Kanar patrzy trochę nieufnie, no ale dobra, mija mnie i staje przy moim wybawicielu. Widząc, że zbliżamy się już do przystanku i chcąc kupić mi jeszcze trochę czasu, mój rycerz przewraca tylko oczami i rzuca "Ach, te kobiety". W tym momencie drzwi się otwierają, a ja niczym Spiderman zrywam się do skoku i przeskakuję trzy schodki. Nigdy w życiu nie biegłam tak szybko, ale jak się potem okazało, kanar nawet za mną nie wysiadł. Dziękuję Ci kolego, uratowałeś mi tyłek! :D Mam nadzieję, że nie wpadłeś przeze mnie w kłopoty. PS. Portfel się znalazł, oczywiście był w drugiej torebce. "Ach, te kobiety" :D
47
Jestem z mężem prawie 10 lat po ślubie. Kocham go i z tego co wiem, on mnie też. Pewnego niedzielnego popołudnia podczas oglądania TV mój luby objął mnie mocno, po czym dodał: "Założyłem się z kolegą o 2 zł, by Cię zdobyć. To było najlepiej zarobione 2 zł w moim życiu". Nie wiedziałam, że jestem aż tyle warta... PS. I tak go kocham <3
47
W piątek do pracy miałem na godz. 10. Zdecydowałem, że pojadę na rowerze. Było bardzo gorąco i pomyślałem, że ściągnę koszulkę, żeby jej nie przepocić. A przy okazji trochę słońca złapię. Gdy dojechałem na miejsce i sięgnąłem do plecaka, aby się ubrać, okazało się, że koszulkę zostawiłem w domu...
47
Mam ochotę podzielić się tym z całym światem! Mój ukochany oświadczył mi się w tegoroczne święta i wypełniło to moje serce miłością i radością. Być może to banalne, że na oświadczyny wybrał sobie Wigilię. Być może to dla niektórych śmieszne, że wstawił na swój profil na Facebooku zdjęcie pierścionka. Może niektórzy powiedzą, że się nie postarał, bo pierścionek był bardzo skromny. Ale wiecie co? Nie obchodzi mnie to! Jedyne, co się dla mnie liczy, to fakt, że facet, którego kocham na zabój, odwzajemnia moje uczucia i zdobył się na taki krok. Jestem szczęśliwie zakochana i wiem, że będziemy żyć razem już do końca – nie obok siebie, a prawdziwie, razem, na dobre i na złe. Tylko to się liczy!
47
Jestem wegetarianką. Żeby uniknąć hejtu, wciskam wszystkim znajomym, że mam alergię na białka zwierzęce i niesamowicie tęsknię za smakowitym mięskiem, ale niestety nie mogę go jeść, bo się przekręcę.
47
Być może mój problem wyda się większości z Was błahy lub śmieszny, jednak ja nie radzę sobie z zaistniałą sytuacją - do tego stopnia, że postanowiłam to tutaj napisać. Otóż mam STRASZNIE wysokie libido. Codziennie myślę o seksie i czuję się okropnie niezaspokojona. Mam męża, jednak zdążyliśmy się oddalić od siebie na tyle, że śpimy osobno. Nie pamiętam kiedy ostatni raz współżyliśmy, on nie przejawia żadnego zainteresowania tym tematem. Biorę tabletki obniżające libido, ale nie pomagają. Codziennie się zaspokajam, ale to za mało. Napięcie jest wysokie i czuję, że przez to ciągle chodzę zła. Zaczęłam poważnie rozważać kupno wibratora, a jak to nie pomoże... To chyba będę zmuszona znaleźć sobie kochanka. Nie chcę brać rozwodu, bo pod względem charakterów świetnie pasujemy do siebie z mężem, jednak nie wyobrażam sobie życia bez seksu - on tak. Czy Waszym zdaniem zdrada w tym wypadku byłaby zrozumiała?
47
Wczoraj podczas jazdy samochodem słuchałam fajnej nuty. Wyobrażałam sobie, że biorę udział w teledysku. Nie, nie spowodowałam wypadku. Spóźniłam się godzinę do pracy, bo źle skręciłam na rondzie. Spełniły się również moje marzenia o pozostaniu celebrytką. Wylali mnie na oczach całego zespołu.
46
Będę walić prosto z mostu... Nie czuję się ze sobą dobrze, a konkretnie z moim ciałem. Do 8 roku życia mieszkałam z ojcem alkoholikiem, który bił matkę i znęcał się nad nami psychicznie, aż matka postanowiła od niego uciec po jednym grubszym incydencie. Gdzie uciekłyśmy? (mam siostrę bliźniaczkę) A do domu samotnych matek. Nie było tam za ciekawie, ponieważ była tam dziwna hierarchia matek, a polegała na tym, że osoby będące tam dłużej mają tak jakby "władzę" nad innymi, czyli zachowywały się jak zwykłe zwierzęta. Moja matka nie była najlepsza (widzę to dopiero teraz ale nie o tym jest to wyznanie). Otóż po dwóch latach poznała "najcudowniejszego" nazwijmy go X, który był taki dobry i zabrał nas z tej meliny. Od początku mu nie ufałyśmy, ale jakoś w trakcie postanowiłyśmy z siostrą mu zaufać. Nawet kazał mówić do niego tata i ale nie przeszkadzało nam to. Miałam 10 kiedy po 2 miesiącach zamieszkaliśmy wszyscy w jednym mieszkaniu. Po dwóch dniach złamał piętę w pracy i nie mógł ani pracować oraz poruszał się z trudem, przez co nie mieliśmy nawet na chleb a odkąd pamiętam zawsze byłam typowym biedakiem z patologicznej rodziny. Ale jest w tym jedna dobra rzecz. Otóż to dało mi i mojej siostrze trochę czasu. Na co? A na to żeby móc przez jeszcze chwilę swojego dzieciństwa nie być molestowanym. Matkę wysłał do pracy do Niemiec żeby mógł wykonywać w tym czasie swoje obrzydliwe plany. Dodatkowo robiłyśmy jako służące i już jako małe dziewczynki (od 10 roku życia) musiałyśmy myśleć o rzeczach o jakich dziecko nie powinno myśleć. I tak przez kolejne 5 lat ciągle to samo, czyli strach o siebie i siostrę w nocy, że znów przyjdzie nas dotykać oraz o to czy znów będzie się na nas darł, że nie nie jest posprzątane a obiad niedobry. Któregoś dnia przed 15 urodzinami znów wywinął swoją jedną z wielu akcji i postanowiłyśmy zadzwonić do matki, która była w tym czasie w Niemczech. W skróconej wersji wyglądało to tak, że chwilę popłakała a później zamknęła nas w domu bez niczego ( zabrała nam wszystko co mogła wziąć zostawiając nas nawet bez klamek czy żarówek) skończyło się policją i sądem nikt nie uwierzył bo "brak dowodów". Wylądowałyśmy dzięki Bogu w placówce w której poczułyśmy dozę normalności. Dzisiaj mając zaraz 19 lat zostały mi zaburzenia odżywiania przez które raz jestem mega chuda raz z nadwagą oraz bardzo duże zaburzenia osobowości i nie tylko. Co zyskałam? W końcu czuję, że zaczynam żyć z moim ukochanym narzeczonym, który zrobi dla mnie wszystko i nawzajem. Dążę do tego, że jeżeli jesteście w takiej rodzinie czy innej ale boicie się każdego dnia to bez wahania wyjdźcie zamknijcie drzwi za sobą i pójdźcie szukać pomocy. Jesteście wartościowi i nikt nie ma prawa traktować was przedmiotowo. Mało anonimowe, ale czuję ulgę. PS. Walczcie o swoje życie!
46
Moi rodzice zawsze do snu czytali mi "Potop". Nie mam pojęcia dlaczego, ale zawsze po przeczytaniu kilku zdań zasypiałem. Gdy przyszedł ten wiek, ta klasa, by to przerabiać, miałem wielkie trudności z przeczytaniem książki. Stwierdziłem, że zaryzykuję i nie będę czytał, bo jedna jedynka nie zrobi wielkiego problemu. Pierwsza lekcja z przerabianiem książki i co? Czytanie fragmentów "Potopu"! Jaka była ich mina, gdy przy pierwszym fragmencie zasnąłem...
46
Dorabiam sobie na kasie w pewnym markecie. Jak wiadomo, każdemu klientowi trzeba zaserwować zestaw porządnego kasjera, czyli słynne "dziękuję, do widzenia" albo "dziękuję, zapraszamy ponownie" . Dzisiaj pracowałam ósmy dzień z rzędu, więc byłam już przemęczona i czekałam z niecierpliwością na koniec zmiany, aby przywitać upragniony dzień wolnego. W międzyczasie przypiliła mnie dwójeczka, więc szybko wyskoczyłam do kibelka. Po wszystkim, wstając z tronu, ni stąd, ni zowąd wygłosiłam "Dziękuję, do widzenia!". Pech chciał, że w kabinie obok ktoś był i ciche parsknięcie wskazywało na to, że na pewno usłyszał, jak żegnam się z moją kupką...
46
Pięknego popołudnia wracałam do siebie do domu przez park. Z daleka zauważyłam żula idącego w moim kierunku. Standardowo się na takie osoby nie reaguję, więc szłam pewna siebie. Z daleka słyszę jego krzyk "Oooooo! Ale panienka ma duże piersi!". Jako że żul szedł z naprzeciwka, nie mogłam go w żaden sposób ominąć. Ten gdy tylko się zbliżył, zmierzył mnie wzrokiem, mijając powiedział do siebie: "Aaa... jednak nie...".
46
Pewnego razu gdy byłam u chłopaka na noc, oczywiście nie obeszło się bez małych igraszek. Rano burza miłości poniosła nas po raz kolejny. Mój chłopak był już na mnie, gdy w pewnym momencie słyszę "Oni śpią?". Zaraz otworzyły się drzwi, tata chłopaka tylko spojrzał, uśmiechnął się i odkrzyknął "Tak, śpią!". Do dzisiaj mi głupio przez tę akcję...
46
Czy nie macie wrażenia, że dzisiejsi faceci są jacyś dziwni? Ciężko o normalnego, zwykłego chłopaka. Patrzę na najbliższe towarzystwo – facetów moich koleżanek. Pan numer 1 – Dawid. Dawid jest z Asią od pół roku. Nosi obcisłe rurki i koszulki opinające ciało. Jest szczuplejszy od większości kobiet, które znam. Jego włosy są niezwykle zadbane, codziennie poświęca pół godziny na ich ułożenie, stosuje odżywki i maski do włosów. Chodzi do fryzjera raz w miesiącu, codziennie rano aplikuje krem do twarzy i pod oczy, a na noc wklepuje maskę na twarz. Doradza Asi w zakupach, mówi jaki kolor pasuje najlepiej do jej karnacji, żywo dyskutuje o najnowszych plotkach dotyczących gwiazd. Zawsze zakłada nogę na nogę i pije tylko kolorowe drinki. Jest ładniejszy niż jego dziewczyna i panicznie boi się os, Asia broni go przed owadami, zabijając wszystko co lata i znajdzie się w jego pobliżu. Pan numer 2 – Robert. Robert związał się z Karoliną rok temu, ale od razu uprzedził, że to otwarty związek, bo on nie będzie się ograniczać. Robert spędza 5 wieczorów w tygodniu na graniu na konsoli w swoim pokoju, za który płaci rodzicielce symboliczne 300 złotych miesięcznie. Mama mu pierze, sprząta w pokoju i gotuje. Robert pracuje w firmie swojego ojca. Nigdy nie był na rozmowie o pracę, od razu otrzymał stanowisko kierownicze od taty. Roberta stać na modne ubrania, więc notorycznie zamawia je z Internetu, do tego dodaje najdroższe buty. Lubi gadżety, więc na to również nie żałuje, szczególnie lubuje się w zegarkach. Nie odkłada pieniędzy, nie myśli o przyszłości ze swoją dziewczyną, bo przecież jest na to za młody, ma „dopiero 32 lata”, no i nie lubi zobowiązań. Pan numer 3 – Tomek. Tomek to chłopak Julki, poznali się na basenie. Prowadzi bardzo zdrowy tryb życia, jest weganinem. Gdy przy wspólnej kolacji ktoś zamówi danie mięsne, opowiada ze szczegółami jak umierało zwierzę, którego mięso ma teraz na talerzu. Je tylko warzywa i owoce, w życiu nie przełknąłby jajka. Cztery razy w tygodniu chodzi na siłownię, gdzie spędza średnio 3 godziny. Lubi fotografować się przed lustrem i codziennie wrzuca selfie na swój profil na Instagramie. Regularnie strzyże brodę w profesjonalnym salonie, posiada całą gamę drogich kosmetyków do brody, które wmasowuje w nią dwa razy dziennie. Mimo zdrowego trybu życia Tomkowi nie przeszkadza przyjmowanie odżywek, by jego mięśnie szybciej rosły. Lubi imponować innym, zagaduje każdą kelnerkę, nazywa Julkę „swoją suczką”. Niekoniecznie orientuje się ile mamy kontynentów ani kto jest prezydentem Niemiec – jak mówi, „nie ogląda wiadomości”. Powiedział kiedyś Julce, że weźmie z nią ślub tylko wtedy, gdy ta powiększy sobie biust, by do siebie pasowali pod względem atrakcyjności. Zatem ja się pytam: gdzie ci zwykli, normalni faceci, przyjaciele z dzieciństwa i kochający ojcowie – co się dzieje z tym narodem?
46
Wiele lat temu, kiedy chodziłam jeszcze do liceum, byłam szczęśliwie zakochana. To nie frazes, ja naprawdę czułam się wtedy szczęśliwa – najbardziej w moim całym życiu. Jedynym problemem był fakt, że moja miłość była skierowana do… dziewczyny. Wiecie, 20 lat temu nikt nie przeszedłby obojętnie obok pary całujących się lasek. Dopiero od niedawna w naszym durnym kraju zaczyna rosnąć jakakolwiek świadomość, że są różne orientacja i że nie ma w tym nic złego. Co gorsza, pochodzę z katolickiego domu, w którym wszystko zawsze było stereotypowe i konserwatywne. Moi rodzice w życiu nie zaakceptowaliby mojej orientacji, więc nawet nie próbowałam o tym wspominać. Od ojca to mogłabym dostać co najwyżej lanie. U Izy w domu było inaczej, ona pochodziła z rodziny patologicznej, w której matka chlała, a ojczym lał ją co sobotę – w każdym razie tak samo jak ja nie mogła liczyć na wsparcie rodziny. Dlatego ukrywałyśmy nasz związek, snując plany o wspólnej przyszłości i wiedząc zarazem, że taka się nie wydarzy. Przeżyłyśmy razem wspaniały rok, pełen miłości i namiętności. Nikt później nie sprawił mi tyle przyjemności. Kiedy nadeszła pora rozjazdów na studia, nasze drogi się rozeszły. Ja wyjechałam do Wrocławia, ona do Torunia. I choć każdą to bolało, wiedziałyśmy, że nie mamy szans, by wygrać z rzeczywistością. W ciągu kolejnych 20 lat zdążyłam wyjść za mąż i urodzić dwójkę dzieci. Ale nigdy nie zapomniałam o Izie. Obecnie z mężem mi się nie układa, pewnie dlatego, że nigdy nie był w stanie zaspokoić mnie tak, jakby to zrobiła ona. Teraz najlepsze. W życiu bym się tego nie spodziewała, to jest najbardziej nieprawdopodobna rzecz jaka przytrafiła mi się od kilkunastu lat, ale Iza… napisała mi jednozdaniowego maila, że przyjeżdża do Wrocławia i chce się spotkać. Nie widziałam jej od niemal 20 lat i nie wierzyłam w to, że jeszcze kiedykolwiek ujrzę! Tak jak się boję, tak bardzo pragnę ją zobaczyć. Myślicie, że powinnam to zrobić, nawet wiedząc, że istnieje ryzyko zdrady męża? Wiem, że jeden jej dotyk rozpaliłby mnie do żaru. Co robić?
45
Dzwonie do babci...halo?? haloo?? - Wnuczuś, umieram... Jadę na złamanie karku, a tu co?? Babcia pali jointa.
45
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żyłem sobie ja. Wybrałem się z rodzicami popatrzeć na bieg unijny. Miałem wtedy 2 latka i balona w ręku. Uczestnicy biegu stali gotowi na starcie. Niestety bieg rozpoczął się przedwcześnie, bo przebiłem balona.
45
Raz jak miałem 16 lat tata zrobił mi kazanie na temat przyprowadzania dziewczyn do domu, a dokładnie że nie mogę tego robić. Przemowę zakończył mówiąc: - W moim domu nie będzie żadnego seksu! Na co mama, która dotychczas tylko się przysłuchiwała myjąc naczynia, dodała: - Co prawda, to prawda...
45
Kiedyś zrobiłem sobie listę fajnych rzeczy, które chcę zrobić w życiu. Jednym z fajniejszych, jak mi się wydawało, punktów, było zrobienie kartki z napisem "darmowe przytulanie" i stanięcie z taką gdzieś na chodniku. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Po 20 minutach stania miałem na koncie zero przytulasów, dopiero jak po kolejnych 10 minutach jechałem skuty w radiowozie na komisariat, uświadomiłem sobie, że stanie z taką kartką pod podstawówką (!) to rzeczywiście był wyjątkowo głupi pomysł.
44
Sytuacja działa się na moich studiach. Jakiś 2 lub 3 rok. Maj lub czerwiec. Sesja w toku. Ciepło, to i dziewczyny seksi, krócej ubrane, łanie takie :D Wychodziłem z jakiegoś zaliczenia. Nieopodal wyjścia z uczelni stał bankomat. Obok niego dziewczę, że wooow. Coś jej upadło i schylona, z wypiętą pupą, zbierała swoje rzeczy. Ja zafascynowany robię obczajkę, banan na ryja, a krew napełnia mnie od środka. Dziewczyna się prostuje i odwraca. Patrzę, a to moja koleżanka z roku, na którą nie zwróciłem wcześniej uwagi. Ni z gruchy, ni z pietruchy w wyniku zadziałania uroku zagadnąłem i od słowa do słowa zaprosiła mnie do akademika na piwko. Wieczorem wyszykowany jak szczur na otwarcie kanału lecę, biegnę, frunę do tego akademika. Pukam do pokoju. Wchodzę. Witam się. Daję piwko, które ze sobą przyniosłem. Pijemy piwko, gadamy, jest coraz milej, rozmowa się klei, się gorąco robi, buzuje. Nagle zaczyna mi dzwonić telefon. Noż kurde bela, jasny gwint, ciemna śrubka. Odbieram: "Cześć. Gdzie jesteś. Czekam na ciebie już godzinę. Blablabla". Ja w szoku i myślę "łot da fak, kto to i na co czeka i gdzie". Po drugim telefonie - drogą dedukcji i innych dziwnych rzeczy ustaliłem, że wlazłem do innego pokoju, do laski, która też się umówiła na randkę, ale później i nie ze mną. Udało mi się wyjść zanim przyszła jej randka i dotarłem ze sporym spóźnieniem na moją właściwą randkę. Teraz tak sobie myślę: jakim cudem nie zauważyłem, że dziewczyna, z którą siedziałem w pokoju to nie ta spod bankomatu? Na co ja zwróciłem uwagę, bo chyba nie na twarz.
44
Parę miesięcy temu, gdy było jeszcze ciepło, Marcin - mój chłopak - rzucił we mnie balonem z wodą. Wkurzyłam się niemiłosiernie, bo zamoczył się mój telefon i musiałam czym prędzej lecieć z nim do serwisu. Marcin przez resztę dnia chodził za mną i przymilał się przepraszając i mówiąc miłe słówka. Wieczorem w końcu uległam i powiedziałam, że mu wybaczam ten dziecięcy wybryk. Zaproponował seks na zgodę. Po bardzo intensywnej grze wstępnej zorientował się, że zużył ostatnią prezerwatywę na zrobienie tego cholernego balonu z wodą…
44
W zeszły weekend poznałem na imprezie pracowniczej pewną dziewczynę, która dopiero co dostała etat w naszej firmie. Melanż nas trochę poniósł i wylądowaliśmy w łóżku – ale nie, nie żałuję. Może i stało się to za szybko, jednak tamtego wieczoru pierwszy raz w życiu poczułem się zakochany. Od tamtej pory myślę o niej codziennie i czuję, że serce bije mi szybciej niż zwykle, gdy tylko ją zobaczę. Mógłby to być początek pięknej miłości, lecz tak się nie stanie. Dlaczego? Bo ona za miesiąc wychodzi za mąż, a ja nie mam ani odwagi, ani argumentów, by ją powstrzymać, by odwrócić jej poukładane życie do góry nogami. Wciąż snuję w myślach scenę, kiedy to krzyczę w ostatnim momencie: „NIE!”, a ona odbiega sprzed ołtarza w moje ramiona – ale takie scenariusze zdarzają się chyba tylko w filmach… Powinienem zaryzykować i zagrać księcia? Czy zejść na ziemię?
43
Strasznie nie lubię nosić bielizny. Nie jest to żaden fetysz ani nic z tych rzeczy, po prostu nienawidzę jej nosić. Biustonosze ciagle mnie uwierają albo przeszkadzają, a majtki są nie wygodne. Ledwo się powstrzymuje przed tym, żeby nie zacząć chodzić tak na zewnątrz. (Nie noszę jej w domu).
43
Tuż po odebraniu prawa jazdy kupiłam samochód. Mały i gruchot, ale ważne było tylko to, że jest własny. Od razu zaczęłam nim jeździć do szkoły, ale z powodu braku parkingu, parkowałam w pobliżu szkoły przy jakichś domach. Ulica była pod górkę i pobocza zawsze zapełnione, dlatego zatrzymałam się na samym jej końcu, w najbardziej stromym miejscu. Wracając ze szkoły wsiadłam do samochodu. Przede mną był zaparkowany samochód w takiej odległości, że musiałam wycofać żeby wyjechać. Okazało się, że coś nie gra ze skrzynią biegów. Do tego ta górka. Ilekroć starałam się cofać, dodawać więcej gazu itd, to zjeżdżał. A przede mną nowa, wypolerowana czarna BMKa. Byłam przerażona. Próbowałam ciągle cofać, ale przód mojego samochodu był już tylko centymetr przed tamtym. Zestresowana zadzwoniłam po tatę, ale był na końcu miasta więc musiałam trochę poczekać. Siedziałam tak w tym samochodzie i zauważyłam kilku napakowanych łysych gości na podwórku przed domem obok. Jeden wyskoczył na chodnik jak tylko mnie zobaczył. Zaczął krzyczeć teksty w stylu "CO TY K... ZROBIŁAŚ?!" i inne, pełne przekleństw. Uchyliłam okno i przerażona mówię, że coś nie działa w skrzyni i nie mogę wycofać. Obejrzał, czy na pewno nie wgniotłam się w jego auto, po czym zawołał "Chłopaki chodźcie, wypchniemy panią!". Grzecznie wytłumaczył co mam robić, a kilku karków w mgnieniu oka wręcz przeniosło mój samochód tak, że jedyne co musiałam zrobić, to tylko pojechać do przodu. Myślałam, że wyciągną mnie z tego samochodu i pobiją, ale okazali się być bardzo pomocni :)
43
W wakacje i weekendy dorabiałam sobie w sklepie zoologiczno-wędkarskim. To było prawie rok temu. Sklep znajduje się w dość popularnej miejscowości turystycznej, której główną atrakcją są liczne jeziora, co przyciąga wielu wędkarzy. Aby spokojnie i legalnie łowić na owym jeziorze, należy wykupić specjalne zezwolenie - różne w zależności od tego, czy chce się łowić z brzegu (z kładki) czy z łodzi i jak długo. Pewnego dnia do sklepu przyszły dwie kobiety w średnim wieku. Oznajmiły, że chcą wykupić zezwolenie na połów ryb. Kolega, który zajmuje się działem wędkarskim, wyciągnął dwa różne druczki i spytał: - Z brzegu czy z łodzi? Na to kobiety spojrzały na siebie i nieco zmieszane odpowiedziały: - My? Z Wrocławia...
43
Kiedy władze ogłosiły komunikat o pozostaniu w domu, pierwsze co, to się ucieszyłam. Mam chłopaka, który do tej pory cały czas latał na imprezy i pił z kolegami. Nie podobało mi się to i wiele razy zwracałam mu uwagę, żeby nie spożywał tyle alkoholu – bezskutecznie. Byłam przekonana, że skoro teraz usiądzie na dupie w domu, to w końcu będzie miał jakiś odwyk. Wczoraj zadzwonił do mnie pochwalić się, że zrobił zapasy. Kupił 5 litrów whisky, „w razie gdyby w sklepach zabrakło”.
42
Jakiś czas temu poznałem dziewczynę. No po prostu ideał. Ale taki ideał ideał. O piłce nożnej wie więcej niż większość panów. O motoryzacji również. Na informatyce zna się jak mało kto, a do tego spokojnie wymieni uszczelkę w kranie. Jest piękna, ma idealne, wysportowane ciało. Słucha świetnej muzyki. Nie maluje się prawie w ogóle, a wygląda jak z okładki, i nie są to tylko moje słowa! Jest szczera, odważna, silna i w zasadzie trochę jak facet, ale bardzo, bardzo pozytywnie. Je bardzo dużo i wie, że wygląda dobrze. Nietypowych pozytywów można by wymieniać bez końca, ma wszystko, o czym faceci nawet nie śnią. Do tych wszystkich cech jest jeszcze bardzo mądra, ambitna i inteligentna. Ma jedne z najlepszych wyników w szkole, dużo wygranych konkursów, bardzo ścisły umysł. Aż trudno uwierzyć, że istnieje taki ideał, lubiący ciemne piwo :) Bardzo mi miło, że mogłem przedstawić Wam moją PRZYJACIÓŁKĘ.
42
Pracuję w pewnym małym antykwariacie. Zajmujemy się handlem używanymi podręcznikami szkolnymi, mamy także nowe, gdyby ktoś chciał. Antykwariat mieści się w niewielkiej budce, bardzo podobnej do kiosku Ruchu. W związku z tym ludzie czasami się mylą i proszą o gazety, papierosy i tak dalej. Przyszedł raz chłopak, młody, jakby nieco przestraszony. Rozejrzał się w prawo, w lewo i kiedy upewnił się, że nikogo nie ma w okolicy, przyciszonym głosem powiedział: - Proszę pani, prezerwatywy poproszę. Trochę źle zrozumiałam co on powiedział i niewiele się zastanawiając, odpowiedziałam mu standardową formułką, stosowaną przy sprzedaży podręczników: - Oczywiście, nowe czy używane? Uciekł, nie odpowiadając. Dopiero wtedy dotarło do mnie o co zapytał.
41
Odkąd pamiętam panicznie boję się wymiotować. Strasznie mnie to brzydzi i jak źle się czuję to od razu serce mi wali. Tak się akurat składa, że mam problemy z brzuchem, które nie zostały wyjaśnione. Prawdopodobnie to refluks ale nie na sto procent. Więc przez kilka miesięcy w poprzednim roku szkolnym latałam po lekarzach. W czerwcu skończyłam gimnazjum z zachowaniem bardzo dobrym przez jeden "wybryk". Zwymiotowałam w szkole (do sedesu także sprzątać nie było trzeba) i poszłam do pielęgniarki. Spędziłam w jej gabinecie wiele godzin i jak zwykle uznała ona, że symuluję. Postanowiłam więc napisać sobie sama zwolnienie. Podeszłam do portierni, pokazałam je, powiedziałam że wie o tym moja wychowawczyni i pojechałam do domu (cały czas fatalnie się czując). Na szczęście nie mieszkałam daleko od szkoły. Chwilę później zadzwoniła do mnie mama z ochrzanem, że cała szkołanie szuka i nikt nie wie gdzie jestem. Akurat trafiła na moment, w którym ponownie zwymiotowałam. I od razu przyjechała do domu. Kiedy sytuacja się nie poprawiała mama wezwała karetkę. Byłam odwodniona i przez kilka dni leżałam w szpitalu, po czym jeszcze w domu żeby odpocząć. Kiedy moja mama zadzwoniła do wychowawczyni i wytłumaczyła wszystko co się stało - pani zrozumiała to, ale i tak obniżyła zachowanie za wyjście ze szkoły bez pozwolenia. A co do pielęgniarki - przez ostatnie dwa miesiące szkoły nigdy u niej nie zawitałam, ale zawsze mówiłam do niej dzień dobry, po czym ona bez odpowiedzi uciekała.
41
Wczorajsza rozmowa z moim chłopakiem przez telefon: - Zabiorę cię gdzieś tylko zrób kucyk i ubierz się na sportowo - powiedział. - Nie mam już gumek, one zawsze się gdzieś gubią jak są potrzebne, a w dodatku 2 wczoraj pękły, a te 3 fajne zostały w twoim samochodzie... Chyba nie muszę mówić, jaka była mina mojego taty, gdy usłyszał co właśnie powiedziałam do telefonu.
41
Przyszedł czas wakacji, czyli trzeba się było gdzieś zatrudnić. Gastronomia - praca jest, tylko brak książeczki zdrowia. Więc jak porządna obywatelka udałam się do Sanepidu. Jak większość osób wie, czekają tam na nas niesamowite atrakcje typu wymazy. Czyli patyczek jak do uszu, jednak jakieś dwa razy dłuższy i nieco szerszy. Tak więc dzień pierwszy. Pani wręcza mi patyczek, idę za kotarkę, zdejmuję spodnie i jazda. Dzień drugi wszystko tak samo. Elegancko oddaję, co muszę. Ostatni dzień, babka daje mi patyczek, idę za kotarkę, zdejmuję spodnie, aplikuję badyla w czekoladowe oko, a tu czysto. Myślę sobie no ku*wa! Wkładam jeszcze raz, a tam nic. Wkładam kolejny raz i znów nic. Nie mogłam uwierzyć, że mam tam tak czysto. Na szybkości wpadłam na genialny pomysł, aby wsadzić patyczek nieco głębiej. Wsadzam, wyjmuję, patrzę a tu sam patyczek.. wacik wciągnęła dupa. Zdezorientowana powiedziałam babce, że wacik spadł. Pocieszyła mnie tylko, że takie sytuacje się zdarzają :D
41
Wiadomo, że tydzień przed maturą wszystko staje się ciekawsze niż wkuwanie zawiłych definicji. Tak więc po kilku godzinach nauki puściłam wodze fantazji i niespełnionym ambicjom aktorskim. Wyobraziłam sobie mnie na leśnej uliczce, po której od kilku tygodni biegałam. Niespodziewanie zaczepia mnie jakiś gościu i ciągnie do samochodu, zaparkowanego w krzakach. Chcąc się jakoś wybronić i go zniechęcić zaczynam udawać upośledzoną umysłowo osobę. Niezdarnie chodzę po pokoju z głową przyciśniętą do ramienia, mówię do siebie zniekształconym głosem, pokazuję język itp. Wszystko po to, by w razie takiej sytuacji być przygotowaną do działania... Możecie sobie tylko wyobrazić jakiego buraka miałam na twarzy, kiedy w drzwiach zobaczyłam obserwujących mnie moją mamę i chłopaka, którego nie widziałam od dwóch tygodni... Niespodzianka tak zwana.
41
Wyśpię się w samolocie - pomyślałem zarywając kolejną nockę. Lot za ocean - 8 godzin. Obok mnie starszy pan kładący się ciągle na mnie i udający, że nie rozumie ani po polsku, ani po angielsku. Za mną śpi facet, któremu co chwilę opada ręka i smyra mnie wtedy nagle po plecach, wywołując u mnie dreszcze. Przede mną siedzi starsza pani, która wciska co chwilę plastikową torbę między oparcie fotela i ściankę samolotu, tak, że gdy tylko mrużę oko, to czuję na nodze dotyk zimnego plastiku. Zero snu. Na miejscu wyglądałem jak kwitnące zombie.
41
Jestem nauczycielem i czasem muszę np. omówić z uczniami to, jak skonstruowany jest odbyt. Pewnego razu, kiedy rysowałem wielki anus na tablicy, jeden z uczniów zaczął zachowywać się głośno, więc odwróciłem się do klasy, powiedziałem "usiądź cicho i skup się na moim odbycie", po czym odwróciłem się do tablicy. Dopiero kiedy wszyscy huknęli śmiechem, zorientowałem się, jak to wyglądało z ich perspektywy.
39
Kiedy miałam ok. 7 lat mój starszy brat powiedział mi, że pokazanie środkowego palca to znak pokoju między ludźmi. Przez pierwsze dni pokazywałam "znak pokoju między ludźmi" przypadkowym ludziom na ulicy, ale z czasem mi to przeszło. Niedziela. Cała rodzinka w kościele na Mszy Świętej. Ja znudzona bawiłam się jakąś zabawką przyniesioną z domu. Nagle słyszę głos księdza: "Przekażcie sobie znak pokoju!". Niewiele myśląc pokazywać wszystkim "znak pokoju między ludźmi", którego nauczył mnie starszy brat. Z jakiegoś powodu od tego dnia chodziliśmy już do innego kościoła.
38
Na Woodstock 2016 poznałem pewną dziewczynę z Warszawy, nazwę ją "A". Dziewczyna naprawdę świetna, piękna, inteligentna. Utrzymywaliśmy kontakt po festiwalu przez kilka miesięcy, ale ze względu na jej studia i moją pracę za granicą ciężko było nam się ponownie spotkać. Niestety popełniłem błąd i przy jednym z wyjść na piwo i spożyciu zbyt dużej ilość alkoholu, napisałem kilka głupot, które leżały mi na sercu, a których nie potrafiłem w żaden sposób rozwiązać, i nasz kontakt niestety się urwał, co dręczy mnie już jakiś czas. Wiem natomiast, że czyta tu wyznania, ponieważ co jakiś czas niektórymi co ciekawszymi się "wymienialiśmy". Tak że myślę, że Panna "A" będzie wiedziała, iż o niej mowa. Przepraszam, że tak to zawaliłem. Mam nadzieję, że na tegorocznym Woodstock wypijemy jednak wspólne piwo.
38
Była piękna wakacyjna niedziela miałam wtedy 13 lat. Razem z moją siostrą Darią i jej chłopakiem Piotrkiem, którzy mieli po 17 lat chciałam pojechać na rolki. Niestety nasz babcia która się o nas bardzo troszczy nie chciała nas puścić, bo twierdziła, że sobie coś złamiemy. My jej oczywiście nie posłuchaliśmy i pojechaliśmy na te rolki. Daria jechała ze mną za rękę, bo nie umiałam jeszcze tak dobrze jeździć. Jechaliśmy taką drogą na której jeździ bardzo mało aut. Było wszystko okej więc stwierdziliśmy, że zjedziemy jeszcze z górki i wracamy. Trzymaliśmy się w trójkę za ręce, żebyśmy nie upadli. W połowie drogi zobaczyliśmy że daleko przed nami jedzie auto. Daria w tym momencie powiedziała "auto jedzie". Ja zrozumiałam to tak, że trzeba zjechać wiec pojechałam w prawo i wjechałam w Darię ona pociągnęła za sobą Piotrka, ale ten się nie przewrócili tylko przejechał ręką po asfalcie.Razem z siostrą się przewróciłyśmy, a gdy zobaczyła moje nogi zaczęła się śmiać, lecz gdy spojrzała na swoje jej mina była bezcenna. Ja miałam na sobie leginsy i były na kolanach przedziurawione i pokrwawione, a Daria miała całe zdarte dżinsy i leginsy, które miała pod nimi. Zaczęłyśmy się śmiać w niebogłosy, a Piotrek udawał współczucie. Kiedy wracałyśmy ludzie się na nas patrzyli i śmiali. To nie było najgorsze... Kiedy babcia nas zobaczyła nie była wcale zdziwiona, ale za to na jej twarzy widniał zuchwały uśmieszek... Może to nie było złamanie, ale babcia i tak była zadowolona....
38
Jestem Anon mam 27 lat miałem do niedawna piękną dziewczynę na potrzebę historii nazwijmy ją Klara. Z Klarą byliśmy 6 lat w związku mamy dwójkę cudownych dzieci, 4-letnią dziewczynkę oraz prawie rocznego synka, w naszym związku były chwilem cudowne jak i te złe. Myślałem że skoro z Klarą mamy 2 dzieci to ona nigdy nie odejdzie będziemy razem na zawsze myślałem że nie muszę się już nią zajmować, przestałem zwracać na nią uwagę okazywać jej jakiekolwiek uczucia ogólnie się starać.No przyszedł dzień że Klara się wyprowadziła i wtedy dopiero zrozumiałem co straciłem, ile bym dał aby cofnąć czas żeby ukochana do mnie wróciła lecz nie mogę. Chce aby tą krótką historia była przestrogą Dla Was Panowie, uczcie się na Moim błędzie. Jeśli macie ukochana przy Sobie nie olewajcie jej, bo jak ją stracicie to możecie już nie być wstanie jej odzyskać.
38
Mój 5-letni syn od kilku dni cały czas śpiewa hymn Polski, którego nauczył się w przedszkolu. Jestem z niego bardzo dumny - pomimo że robi trochę hałasu w autobusie i sklepie spożywczym, to spotyka się wyłącznie z uśmiechami mijających nas osób. Jednocześnie jest mi niesamowicie wstyd, bo… to od niego nauczyłem się trzeciej i czwartej zwrotki. Po prostu po latach je zapomniałem, aż wstyd się przyznać. Dało mi to do myślenia. Nie bądźmy ignorantami, pamiętajmy i śpiewajmy hymn, głosujmy podczas wyborów, pomagajmy sobie nawzajem i dbajmy o nasz kraj, bo to my decydujemy o tym, jaka jest Polska.
37
Jak można robić taki raban z tak głupiego powodu? Parę miesięcy temu do Polski został wprowadzony Android Pay, który umożliwia płatności telefonem przy użyciu NFC (telefon musi posiadać co najmniej Android'a 4.4 i oczywiście moduł NFC). Od tamtej pory chodzę bez portfela do sklepów, bo wszędzie płacę telefonem. Podczas ostatnich zakupów w osiedlowej Biedronce spotkała mnie (bardzo) nieprzyjemna sytuacja. Robiłem dość duże zakupy. Kiedy podchodziłem do kasy, zauważyłem nową kasjerkę w podeszłym wieku. Kiedy skasowała wszystkie moje produkty, powiedziałem, że będę płacił kartą (bo to prawda; kartę mam w telefonie). Odpala terminal, ja odblokowuję telefon i już chcę przyłożyć do terminala, kiedy pani anuluję transakcję, chowa terminal i zaczyna krzyczeć: - Co pan wyprawia?! Chciał pan płacić kartą! - No tak, ja płacę kartą poprzez telefon. - Ty gówniarzu, jak śmiesz kłamać?! Chcesz mnie okraść?! (wtf?) Kasjerka zawołała ochronę i oskarżyła mnie o próbę KRADZIEŻY. Nawet nie zdążyłem zareagować, ochroniarz wyrwał mi siłą telefon z ręki, mocno chwycił i zaprowadził mnie do kierowniczki (kasjerka też poszła). Dodam, że reszta ludzi w kolejce była bardzo zdziwiona, ale nikt nie zareagował. Kierowniczka przyznała kasjerce rację i do sklepu została wezwana POLICJA. Kierowniczka z kasjerką oskarżyły mnie o kradzież, kasjerka krzyczała coś o hakowaniu, a kierowniczka próbowała się dostać do mojego telefonu, ale na szczęście miałem ustawioną blokadę na odcisk palca. Ja z kierowniczką i kasjerką pojechaliśmy na komisariat, została wezwana także moja mama (mam 17 lat). Trafiłem do pokoju przesłuchań, byłem sam przez dość długi czas. Słyszałem, jak kierowniczka krzyczy w pokoju obok, ale nie rozumiałem co. W końcu do mnie przyszedł do mnie policjant, abym złożył wyjaśnienia. Wyciągnął mój smartfon i poprosił o odblokowanie, lecz odmówiłem. Wyjaśniłem, że chciałem zapłacić aplikacją, która Biedronka OFICJALNIE wspiera. Okazało się, że policjant jest tak samo kumaty w tych sprawach jak ja, więc wszystko zrozumiał i powiedział, że też wszędzie płaci "androidowo" :D Zostałem wypuszczony, przerażona mama przyjechała zapytać co się stało, ale wszystko policjant jej wyjaśnił, więc odetchnęła z ulgą. Potem poszedł do kierowniczki i kasjerki, które jak widać były oburzone tym, że jakiś gówniarz jest mądrzejszy od nich. Kierowniczka dostała 700 zł (!) mandatu za bezpodstawne wezwanie policji (przecież zwykła kwota to 500 zł, czemu 700?). Poszedłem z mamą do domu, a kierowniczkę jeszcze było słychać po wyjściu w budynku. I teraz najlepsze: od tamtego momentu po każdym wejściu do sklepu jestem z niego wypraszany przez ochronę! Najwyraźniej te 700 zł mocno odcisnęło piętno u tej kierowniczki. Sklep i pracownicy powinni być informowani o nowych metodach płatności w Polsce. Jestem w kropce.
37
Przeglądając pudła ze strychu, natrafiłam na moje zabawki z dzieciństwa. Ile było wspomnień, ile rozczulania się! Najbardziej mnie rozczuliła moja stara pozytywka-ptaszek. Kiedy tylko ją włączyłam, od razu mi się przypomniało jak zasypiałam w łóżeczku, było ciepło i przyjemnie, ogółem dzieciństwo pełną parą. Wpadłam na genialny pomysł – może jak obudzę się w nocy i nie będę mogła zasnąć, to może włączę sobie tę pozytywkę? Umyłam ją, co prawda była już sfatygowana, lakier schodził, momentami się zacinała, a jedno oko ptaszka zostawało w połowie zamknięte, ale hej, liczyła się ta cudowna kołysanka. Zmieniłam zdanie w nocy, kiedy obudził mnie dźwięk grającej kołysanki w zupełnej ciemności i obdrapany z lakieru ptaszek wpatrujący się we mnie jednym okiem. Przez pół nocy nie mogłam zasnąć. Ciągle jak słyszę tę melodię, dostaję małego zawału.
37
Mam przyjaciółkę/miałem sam już nie wiem. Wyobraźcie sobie sytuację, że śpimy razem nagle budzą mnie jej słowa (nie pamiętam jakie). Trzymam rękę na jej pośladku, z rana wyrzuciła mnie za drzwi. A suma sumarum ja musiałem lunatykować bo pamiętam tylko chwilę po przebudzeniu zanim znów usnąłem. Wyrzuty sumienia jak stąd do Bangladeszu, próbuję ja przeprosić ale cisza wszędzie gdzie się da. Omijam wspólne miejsca żeby jej przykrości nie robić. Nie wiem jak mógłbym jeszcze spróbować naprawić to co zepsułem. Takie oto wyznanie przyjaciela na "medal".
37
Dwa lata temu moi rodzice rozwiedli się. Miałam wtedy 17 lat. Rok potem mój tata poznał nową kobietę. Byłam szczęśliwa, że mu się układa. Zaprosił mnie na wspólny obiad, aby mnie z nią poznać. Ubrałam się jak najlepiej, żeby zrobić dobre wrażenie i starałam zachowywać się bardzo uprzejmie. Podczas obiadu rozmawialiśmy o różnych tematach. Nowa partnerka taty miała na imię Ewa. Zapytała jak idzie mi w szkole i jak przygotowania do matury. Powiedziałam, że idzie mi bardzo dobrze i że nawet będę miała w liceum świadectwo z paskiem. Pogratulowała mi. Ja, żeby zabłysnąć, powiedzieć coś śmiesznego powiedziałam: "Wiem, że nauka jest ważna. Nie chcę w przyszłości skończyć w McDonaldzie, albo w Biedronce". W tym momencie tata i Ewa spojrzeli na mnie z powagą. Potem tata mi wyjaśnił, że Ewa pracuje w Biedronce. Przy następnym spotkaniu nie była już dla mnie taka miła...
36
"Jeśli kochasz, pozwól mu odejść..." Kilka słów tak banalnych, a które dla mnie mają zupełnie inny wymiar... Mieliśmy przed sobą całe życie, plany, marzenia. Tyle do przeżycia. Niedawno świętowaliśmy pierwsze urodziny naszego dziecka. Wszystko było tak, jak sobie wymarzyłam.... Aż do tego jesiennego poranka... Kolega stojący w drzwiach i słowa, po których wszystko się zmieniło... "Musisz jechać do szpitala". Najpierw SOR, później Oddział Intensywnej Opieki, kolejne badania, kolejni lekarze i wciąż ta sama odpowiedź: "Nie możemy nic zrobić". Śpiączka. Stan wegetatywny i praktycznie zero szans na wybudzenie... Na początku był bunt, złość i ta uporczywa myśl, że muszę zrobić wszystko, żeby do nas wrócił. Przecież to nie może być koniec! W domu czeka na niego ukochana dzidzia! Jest nam potrzebny! Pięćdziesiąt dni później jadąc do szpitala przypomniałam sobie jego słowa "gdyby coś się stało, pamiętaj, bez względu na wszystko, nie chcę być jak roślina". A tak właśnie teraz było... Leżał w szpitalu podłączony do tej całej aparatury, która pomagała utrzymać przy życiu jego ciało. Ciało, którego stał się więźniem. Nie mogąc nic powiedzieć, wykonać świadomie żadnego ruchu, bo ta najważniejsza część mózgu umarła. Wiedziałam, że jest tam "gdzieś", że mnie słyszy, dlatego każdego dnia powtarzałam, że musi walczyć, że nie może nas tak zostawić. Dotarło do mnie, że byłam egoistką, że myślałam tylko o sobie i o tym, jak będę musiała żyć, gdy jego zabraknie, a nie myślałam jak on teraz musi żyć, co znosić. Przecież spotkało go właśnie to, czego najbardziej się obawiał, czego nigdy nie chciał. Jeszcze nigdy niczego nie byłam tak pewna jak wtedy. Weszłam do sali, usiadłam obok na łóżku, złapałam go za rękę i choć z wielkim trudem, powiedziałam to, co powinnam powiedzieć już dawno... ...Wiem, że jest ci trudno, że nie chciałeś nigdy, żeby tak się skończyło... Będę dzielna, dla ciebie, dla naszego dziecka. Zrobię wszystko, żebyś był z nas dumny, wiem, że będzie ciężko, ale dam radę. Więc jeśli to wszystko to zbyt wiele, jeśli nie dajesz już rady, to odpuść. Nie musisz walczyć na siłę. Boję się i będzie mi ciebie brakowało, zawsze będziesz dla mnie najważniejszy, nauczę nasze dziecko pamiętać o tobie i będę mu powtarzać, że kochałeś je najbardziej na świecie... Kocham cię, dlatego pozwalam ci odejść... Już zawszę będę miała w pamięci ten słaby grymas uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy i dwie łzy, które spłynęły z jego oczu... Następnego dnia o świcie, kiedy zadzwonił telefon, wiedziałam już, co usłyszę. Zmarł nad ranem...
36
W tamtym tygodniu przedłużyłem umowę na komórkę i kupiłem nowy telefon. W czwartek zamówiłem na Allegro etui, żeby zabezpieczyć moje cacko. W niedzielę natomiast telefon mi wypadł i przy moim szczęściu nie mogło być inaczej - pęknięty ekran. A wczoraj kurier przyniósł paczkę z etui... Dzisiaj rano jak jedliśmy śniadanie tata zauważył mój telefon, z pękniętym ekranem, w etui. Zaczął się śmiać i skomentował "Po cholerę kupowałeś etui na telefon po tym, jak już go rozwaliłeś? To tak jakby założyć kondoma dziecku na głowę!".
35
Właśnie dziś specjalnie wstałam o 4 nad ranem, żeby pozbierać ogórki. No cóż zimny poranek. Trzeba się lepiej ubrać, więc wróciłam do domu. I już tak od dwóch godzin siedzę na anonimowych, a ogórki same się nie pozbierają.
34
Historię opowiedział mi tata, bo ja jej nie pamiętam. Kiedy byłam mała (5,6 lat) przyjechała do mnie kuzynka (byłyśmy w podobnym wieku). Zaczęłyśmy się bawić, wszystko ładnie pięknie, siedzimy w piasku , budujemy babki, aż tu nagle tata usłyszał mój przeraźliwy płacz, wybiegł na pole i okazało się, że moja ukochana kuzynka zasypała mi oczy piaskiem... Tak więc tata z wujkiem wzięli mnie szybko do wanny, jeden mnie trzymał, a drugi wypłukiwał z oczu piasek. Tata stwierdził, że jak podniosłam powiekę to nie było widać gałki ocznej tylko wszędzie piach. Cieszę się, że tego nie pamiętam. :D
34
Ostatnio pojawiła się tutaj historia z perspektywy dziewczyny o tym, jak wychował ją brat, bo zginęli ich rodzice. U mnie było podobnie, też pochodziliśmy z bogatej rodziny. Ja miałem wtedy 18 lat, a moja młodsza siostra Aga skończyła 3 lata. Nasi rodzice pojechali na 3 dni odpocząć, wracając, zginęli w wypadku. Czołówka z tirem. W jednej chwili ja i moja siostra zostaliśmy sami. Nie mieliśmy nikogo. Żadnych dziadków ani bliskich ciotek czy też wujków, rodzice byli jedynakami. Moja młodsza siostra nie rozumiała co się dzieje. Przez pierwsze 4-5 dni od wypadku widziała tylko, że mamusi ani tatusia nie ma, a jej braciszek codziennie beczy po 2-3 godziny. Płakałem więcej, ale ona tego nie widziała, bo była w przedszkolu. Gdy się ogarnąłem, po paru dniach niechodzenia do szkoły, załatwiania spraw pogrzebowych oraz bardzo słabej opieki nad siostrą (ograniczało się to do tego, że prowadziłem ją do przedszkola i dawałem jeść - czyt. karmiłem ją fast foodami) postanowiłem uporządkować życie. Pieniędzy nam nie brakowało. Odziedziczyłem prawie 70% udziałów w firmie taty oraz połowę kliniki okulistycznej Mamy. Udziały w firmie sprzedałem dla wspólnika taty za spore pieniądze. Utworzyłem specjalny fundusz z prawie 90% środków, które otrzymałem z sprzedaży firmy dla mojej siostry, coby po 18 roku życia miała zapewnione bardzo godne życie. Za resztę pieniędzy kupiłem nieduży samochód dla mnie i dla siostry, a to co zostało oddałem na cele charytatywne. Z kliniki mamy i tak dostawaliśmy połowę przychodu miesięcznego, a nie sprzedałem jej, bo od zawsze planowałem zostać okulistą. Mieszkaliśmy w dużym mieście, więc nie było potrzeby sprzedaży domu i przeprowadzki. W sądzie na całe szczęście siostrę powierzyli mnie, mimo że ośrodek próbował mi zabrać moją kochana siostrzyczkę. Nie pozwoliłem na to. Powiedziałem sobie, że najbliższe kilka lat poświęcę jej, a jak podrośnie pójdę na medycynę. Najgorszy w tym wszystkim nie był fakt, że sobie czasami nie radziłem, że nie miałem nikogo prócz Agi. Najgorsze było to, gdy 8-letnia dziewczynka podchodzi do ciebie i prosi cię, byś dokładnie powiedział jej jak zginęli nasi rodzice. Wcześniej, jak była młodsza, powiedziałem jej, że rodzice poszli do nieba z misją i że już nie wrócą. Z czasem sama domyśliła się co to znaczy. Ze łzami w oczach powiedziałem jej co się stało. Aga nie płakała, przytuliła mnie i powiedziała, że jestem jej drugim tatą i że mocno mnie kocha. Ech... znów beczałem cały dzień. Dziś Aga ma lat 16 i jest w 1 klasie liceum. Ja skończyłem studia medyczne i pracuję w klinice mamy. Morału nie będzie, jedyne co mogę napisać to to, że jestem szczęśliwy. Przez wiele lat otrzymałem ogrom miłości od mojej siostry za to, że się dla niej poświęciłem. Dla mnie jednak to nie było poświęcenie, to był mój braterski obowiązek.
34
Zostałam zaproszona z moim chłopakiem na imprezę na Halloween. Zastanawiałam się za co się przebrać, aż w końcu wymyśliłam, że będę dynią – taką wiecie, halloweenową i straszną. Gdy spytałam ukochanego o wskazówki, jak się za taką dynię przebrać, stwierdził, że nie potrzebuję przebrania – bo „już jestem okrągła i straszę bez makijażu”. Chce go któraś? Oddam chłopaka w (nie)dobre ręce.
34
To był początek lat 90. Szczytem marzeń każdego dzieciaka była podróba ludzika G.I. Joe, mięso na kotlety mieliło się za pomocą ręcznej maszynki przykręcanej do krawędzi kuchennego stołu, a każdy kinoman śnił o posiadaniu magnetowidu. My należeliśmy do tych, którym się to udało. Na naszym osiedlu biznes kwitł – malutka wypożyczalnia filmów na kasetach VHS zawsze była zapełniona ludźmi, mimo że jakość nagranych na taśmie pirackich produkcji wołała o pomstę do nieba, a właścicielką przybytku była przypominająca otyłą ropuchę, bardzo niesympatyczna baba z wąsem. Pamiętam, że mama wypożyczyła wtedy „Powrót do przyszłości III” - czekałem na ten moment od długiego czasu. Kaseta zniknęła w odtwarzaczu, a mama zaproponowała, że skoczymy do pobliskiego sklepu Społem po lody „Familijne”. Kiedy wróciliśmy do mieszkania, okazało się, że zostało ono doszczętnie splądrowane. Przez otwarte okno weszli złodzieje. Skorzystali z postawionego przez robotników ocieplających blok rusztowania. Ukradli jakieś drobiazgi, leżące na wierzchu pieniądze, no i oczywiście telewizor oraz magnetowid wraz z ukrytą w nim kasetą. Przyjechała policja, ściągnęła z mebli odciski palców, pogadali, wypili herbatę i sobie poszli na odchodnym mówiąc, że nie ma szans na odzyskanie skradzionych przedmiotów. Następnego dnia rano mama poszła do wypożyczalni, aby wytłumaczyć sytuację i oddać pieniądze za skradzioną kasetę. Babsko o fizjonomii zblazowanego Jabby kazało sobie zapłacić równowartość obecnych 30 złotych (to było jeszcze przed denominacją złotówki). Matula, wzdychnąwszy ciężko, wygrzebała z portmonetki ostatnie grosze i wręczyła jej całą kwotę. Kiedy już chciała się odwrócić i wyjść z lokalu, babus ryknął ochrypłym głosem: - Eeee! Jeszcze pińć złoty za wypożyczenie! Pieprzona Grażyna biznesu! Mamie nie chciało się już nawet kłócić - zapłaciła kasę za wypożyczenie filmu pytając wąsatą ropuchę czy ma też dołożyć hajs za nieprzewinięcie kasety.
33
Miałem wtedy 22 lata. Moja dziewczyna miała 17. Prawie nie pamiętam tamtego dnia. Śpieszyłem się do domu i nie zauważyłem nadjeżdżającego samochodu. Obudziłem się w szpitalu - jak się okazało, po dość skomplikowanej operacji - obok siedziała moja dziewczyna. Była zapłakana i po jej minie już wiedziałem, że chodzi o coś więcej. Chwilę później zrozumiałem. Nie czułem nóg... Nie mogłem nimi poruszyć. Potem usłyszałem ten wyrok "nie wiadomo, czy będzie pan chodził". Załamałem się. Kilka lat wcześniej również miałem wypadek i wiedziałem, jakie są konsekwencje. Słabsza psychika, strach przed otoczeniem, "zaległości" we wszystkim, a teraz jeszcze mam być kaleką? Z moją ukochaną byłem wtedy już ponad rok, jednak wiedziałem, że nie mogę zniszczyć jej życia w ten sposób. Była młoda, powinna się bawić, a nie martwić i opiekować się kolesiem, który w tamtym czasie nawet do kibla sam nie poszedł... Zerwałem z nią leżąc na szpitalnym łóżku. Nie wiedziałem, jak sobie bez niej poradzę, ale wtedy to było najlepszym rozwiązaniem. Ona przyjęła to ze spokojem. Powiedziała krótkie "nie ma sprawy". Nie wypytywała o nic, jakby jej nie zależało. Tylko że... dalej siedziała na miejscu obok mojego łóżka i dalej patrzyła na mnie z troską. Chamsko kazałem jej odejść, "bo przecież z nią zerwałem". Wtedy ona spojrzała na mnie i powiedziała coś, co wstrząsnęło mną tak, że zapamiętam te słowa do końca życia: - Dobrze, zerwałeś ze mną, i co z tego? Ja cię kocham i zamierzam być przy tobie i wspierać cię, dopóki nie wyzdrowiejesz. Jeśli potem będziesz chciał, żebym odeszła, zrobię to. Zaniemówiłem. Łzy stanęły mi w oczach. Poprosiłem, żeby przyniosła mi wodę, bo nie chciałem się przy niej popłakać. Zdążyła zamknąć drzwi, kiedy pielęgniarka znajdująca się na sali powiedziała "Trzymaj się tej kobiety, bo to skarb". Jak obiecała, tak zrobiła. Wspierała mnie do końca. Codziennie zarażała mnie swoim promiennym uśmiechem i optymizmem. Zabierała na spacery do parku, gdzie pokazywała mi świat z innej perspektywy. Jeździła ze mną na rehabilitacje. Po kilku trudnych miesiącach czucie w nogach zaczęło wracać. Dzisiaj uczę naszego syna grać w piłkę. Bez wątpliwości mam najlepszą żonę na świecie. Wszystkim Wam życzę takiej miłości :)
32
Drodzy dresiarze, chciałbym powiedzieć, że jesteście największą rysą na dupie tego kraju i powinno się was zaorać pługiem i wyrzucić na środku Wisły w okolicach Radomia. Oczywiście anonimowo, bo trochę się cykam.
32
Moja dziewczyna wygłosiła mi przez telefon tyradę, że w ogóle jej nie słucham i że mam w nosie to, co ona mówi. Zapewniałem ją, że tak nie jest, ale w trakcie rozmowy zasnąłem.
32
Pewnego pieknego, bodajże wtorkowego poranka jak zwykle jechałam do szkoły. Moja podróż zawiera jedną przesiadkę z autobusu do metra. Jak to w Warszawie bywa o poranku metro pękało w szwach od spieszących się ludzi. Ja również do nich należałam jako, iż byłam prawie spóźniona. Gdy dotarłam do barierek, wyjęłam w pośpiechu kartę miejską i usilnie przykładałam ją do czytnika. Raz, drugi, trzeci... Nie działał. Wycofałam się i przeszłam do kolejnej bramki. Również nie działała. Ludzie za mną byli wkurzeni, że tamuję przejście, no ale przecież nie moja wina, że bramki zepsute. Spojrzałam jednak na swoją kartę i zrobiło mi się aż gorąco - to nie była karta miejska, tylko karta mBanku. Pozdrawiam wszystkich ludzi, którzy się wtedy przeze mnie spóźnili.
31
Lubię takie zestawy liczb, jak np. "6, 16" - sama urodziłam się właśnie 16 czerwca, więc to moje ulubione połączenie. Naprawdę lubię te liczby. Ostatnio sobie uświadomiłam, że poza tym, że urodziłam się 16.06, to mam teraz 16 lat i 6 miesięcy, a moja waga to dokładnie 16*6. Już nie lubię matematyki...
27
Sytuacja z liceum, kiedy to na godzinie wychowawczej postanowiliśmy zrobić kawał dziewczynom. Kupiliśmy myszkę (żałuję, że nie szczura, bo kosztował 2 zł drożej, a był o wiele większy, ale nie chcieliśmy być aż tak chamscy ;)). Kiedy wszystkie podchodziły do biurka wychowawczyni załatwiając różne sprawy, podrzuciliśmy mysz pod biurko i wszyscy chłopcy przeszli na tył klasy, aby nie zostać podejrzanymi. Czekaliśmy długo, ale w końcu myszka pokazała się dziewczynom... Krzyk, pisk oraz miny dziewczyn skaczących po ławkach były bezcenne :) Oczywiście chłopaki ruszyli od razu bohatersko na ratunek, łapiąc myszkę. Wdzięczność dziewczyn - bezcenna :D PS Okazało się, że wychowawczyni kocha zwierzęta i zabrała myszkę do siebie :)
27
Bardzo nie lubię telemarketerów, a rozmowa z nimi to dla mnie prawdziwa gehenna. Po tym, jak kolejny raz musiałem odmawiać pani usiłującej wcisnąć mi kartkę kredytową z funkcją skakanki i maszynki do mięsa, postanowiłem zrobić coś, co chodziło mi po głowie od dłuższego już czasu. Wszystkie numery, z których telemarketerzy do mnie wydzwaniali wrzuciłem na tzw. czarną listę, co jest jednoznaczne z tym, że dzwoniący natną się na moją pocztę głosową. Kolejnym etapem mego planu było nagranie odpowiedniej wiadomości. Trik polegał na tym, aby rozmówca miał wrażenie, że rozmawia z żywą osobą, więc całość mojego nagrania brzmiała mniej więcej tak: „Halo <tu jakieś 10 sekund przerwy> tak <znowu przerwa> oczywiście <przerwa> mhmmm <przerwa> dobrze <przerwa>” i tak dalej. Nawet nie wiecie jak wielką radochę sprawiało mi odsłuchiwanie tych „konwersacji” pomiędzy moim głosem z poczty a coraz bardziej zirytowanymi paniami, które były święcie przekonane, że po drugiej stronie słuchawki jestem ja. Radość moja skończyła się wczoraj, kiedy okazało się, że… wyraziłem zgodę na wzięcie kredytu gotówkowego od jednego z banków, w którym mam założone konto.
26
Mateusz - uczeń II gimnazjum, kiblował już któryś rok gimnazjum i dostał ostatnią szansę od pani dyrektor. W tym roku kończył 18 lat. Typowy dres, który się nie uczy, klnie, wyzywa nauczycieli, nie ma szacunku do niczego ani nikogo. Ja - klasowy prymus, nigdy nie schodziłem poniżej 5.0, wiele wygranych konkursów. Można powiedzieć, że byłem takim kujonkiem w tej klasie. Zaczęła się druga klasa gimnazjum. Do naszej klasy doszedł właśnie ten Mateusz. Oczywiście przez pierwsze dwa tygodnie nie pojawiał się w szkole wcale. Nie przepadałem za nim. W sumie to nawet sobie "cześć" nie mówiliśmy. W jego trzeci dzień szkoły była historia, na której ja jako jedyny z klasy siedziałem sam na końcu klasy. Tuż po zajęciu mojego ukochanego miejsca przy oknie, uchyliłem okno i rozpakowałem się układając wszystko na stoliku idealnie. Po chwili Mateusz wziął drugie krzesło, usiadł na nim, rzucił plecak na stół i popchnął ławkę do przodu, zaburzając mój porządek na ławce. Nie skomentowałem. Bałem się go. Od tego dnia siadał ze mną zawsze na historii. Pod koniec marca, czyli połowa II semestru, był zagrożony z każdego przedmiotu i nieklasyfikowany z większości. Pomimo tego przyszedł znowu do szkoły i znowu musiałem się z nim męczyć na historii i dawać mu spisywać zadania domowe z matematyki, ponieważ bałem się, że dostanę przysłowiowe lanie. To był 1.04 - prima aprillis - lekcja historii. Zamiast dać mu zadanie domowe zapytałem, czy może nie chce, bym mu spróbował wytłumaczyć matmę. Wyśmiał mnie, ale ostatecznie się zgodził. Całą lekcję historii zmarnowałem na naukę - ale zadania zrobił sam. Co więcej, zaczął mnie szanować. Mówił, że jakbym miał z kimś problem, to mam do niego przychodzić i obroni mnie. Oprócz matematyki zacząłem mu tłumaczyć fizykę i uczyłem się z nim historii, geografii i biologii. Przychodził do mnie na "korepetycje", za które ja w sumie kasy nie brałem, ale w szkole stałem się również postrachem, bo Mateusz zadawał się ze mną. Drugą klasę gimnazjum zdał ze średnią 3.5. W ostatniej klasie odbierał ze mną świadectwo z czerwonym paskiem. Pomimo że ciągle ubierał się jak dres, przeklinał i nie szanował wielu ludzi. Ciągle mu pomagałem. Po skończeniu gimnazjum dał mi wiele słodyczy i w sumie nie odzywał się od tamtego momentu. Z powodu tragedii rodzinnej musiałem przerwać studia na 2 lata. Po próbie powrotu na uczelnię załamałem się i nie radziłem sobie z niczym. Zdecydowałem, że muszę zacząć pracować na pełny etat i mieć jakąś umowę. Poszedłem na rozmowę kwalifikacyjną do prywatnej firmy. Dyrektor tej firmy spojrzał na mnie, wysłuchał i bez zbędnych pytań przyjął mnie do pracy jako swojego zastępcę. Tak. Tym dyrektorem był Mateusz.
26
Umówiłem się z moją dziewczyną na randkę z okazji rocznicy związku. Odpicowała się – pomalowała i ubrała piękną sukienkę. Powiedziałem jej więc, zgodnie z prawdą, że wyjątkowo pięknie wygląda w takim wydaniu. Stwierdziła, że „muszę uważać ją za brzydką na co dzień, kiedy nosi delikatny makijaż i zwykłe jeansy”. Wpadła w histerię i wybiegła z restauracji. Nie odzywa się do dziś. Serio?
25
Kanapa w salonie. Popołudnie. Ja oglądający kolejny odcinek "Przyjaciół", mama czytająca kobiece pisemko i tata próbujący naprawić korektor "myszkę". Nic specjalnego. Wtem drzwi domu otwierają się z hukiem i wpada mój przygłupi brat. - Mamo! Tato! Będę miał dziecko! - oznajmił z dumą. Ja szok, rodzicie szok, nawet ogrodowy krasnal był w szoku. Wyciszyłem głos w telewizorze i czekam na jakąś reakcję. - A co ze studiami? - zaczął tata. - Rzucę - odpowiedział brat z uśmiechem od ucha do ucha. - Już byłem pytać o pracę mechanika. - Z kim? Z kim to dziecko? - Z Kamilą. Gdy padło to imię czułem jakby żołądek zamienił się miejscem z płucami. Tata rzucił korektor na podłogę, czyniąc go niemożliwym do naprawy, u mamy pojawiły się łzy. Spytacie dlaczego? Kamila (imię zmienione) - znana na naszym osiedlu naciągaczka. Daje się zapłodnić imbecylom z "bogatszych" rodzin, a potem doi z hajsu. Jest on oczywiście przeznaczany na alko i magiczne proszki. Niektóre dzieciaki zabrali ojcowie, reszta poszła do domu dziecka. W skrócie: patologia, niedoj##anie mózgowe, tępa dzida, która niszczy życia niewinnym dzieciakom. A na jej uroki łatwo jest się nabrać bo nie ma co kłamać, to piękna kobieta, która potrafi manipulować. Wracając, w powietrzu pojawił się swąd rodzinnej tragedii. - Nie wierzę, synu, jak mogłeś być taki głupi? - szlochała mama. - Mamo, to jest prawdziwa miłość! Powiedziała, że się zmieni, że mnie kocha! Ja jej wierzę! Uczucie wymaga poświęcenia, a ja jestem na to gotowy. - Chyba mam zawał - rzuciłem z niedowierzania. - Alkohol to nie jest rozwiązanie, ale muszę się napić. - Kochanie, mi też przynieś. - Wino? - Wolę wódkę. I wtedy braciak wybuchł śmiechem. - Nie no familio, żartowałem. Jestem gejem. Pierwszy raz dostał po mordzie za takie wystraszenie rodziców. Drodzy homo - nie bierzcie z niego przykładu na coming out.
24
Koleś, który ukradł mi wczoraj laptopa, zauważył numer telefonu, który się tam wyświetlał w razie znalezienia. Zadzwonił do mnie i spytał o hasło do systemu.
24
Zdarzyło się to jak miałam 15 lat. Był grudzień, 19:30 jak wiadomo to już ciemno, nawet bardzo. Czekałam na parkingu na kolegę, który miał po mnie przyjechać. Wiedziałam, że ma jasny samochód, biały lub srebrny, nie przyglądałam się wcześniej. Pomyślałam sobie że stanę w świetle latarni, aby mógł mnie dostrzec w takiej ciemnicy. Czekam chwilę, wybiła umówiona godzina i zatrzymuje się obok mnie jasne auto. No to ja szybkim krokiem podeszłam, chwytam klamkę i patrzę do środka. Ojej. Jakiś facet, który przeżył pół wieku patrzy i uśmiecha się do mnie. Wolę nie myśleć co on sobie wyobrażał. Jeszcze szybciej niż podeszłam, uciekłam z tego miejsca do podjeżdżającego samochodem kolegi. Myślałam, że spalę się ze wstydu...
22
Zaprosiłam chłopaka na rodzinny obiad, żeby poznał moich rodziców. Prosiłam, żeby naprawdę się postarał i dobrze zachowywał. Kiedy moja mama opowiadała o jakichś podejrzanych sprawach, które dzieją się ostatnio u niej w pracy, rzucił "Uhh... to śmierdzi bardziej niż piz*a Biebera". Szybko wyszliśmy.
22
Parę dni temu byliśmy z moim narzeczonym na kolacji u jego rodziców. Podczas posiłku przypomniałam sobie, że muszę wziąć o tej porze tabletkę antykoncepcyjną, więc dyskretnie chciałam ją połknąć i właśnie w tej samej chwili zebrało mi się na nagłe kichnięcie. I to tak niefortunne, że nie zdążyłam w pełni zakryć ust i tabletka poleciała wprost na talerz mojego przyszłego teścia. Nie miałam odwagi się przyznać i tylko patrzyłam, jak z kolejnym kęsem bierze ją do swoich ust.
10
Jakiś czas temu zmarł mój wujek. Na pogrzeb stawiła się cała rodzina i wielu jego znajomych. Zaraz po mszy, chwilę przed tym, jak grabarze wynieśli trumnę z kaplicy, podeszła do mnie ciocia, wdowa po świętej pamięci wujaszku. Pokazała mi komórkę, jakiegoś Samsunga o ile dobrze pamiętam i powiedziała, że to telefon zmarłego męża. Gorączkowo wytłumaczyła mi, że jest tam sporo rzeczy, które są dla niej bardzo cenne i że koniecznie, jak najszybciej musi się do nich dostać. Problem w tym, że nie dało się urządzenia odblokować, bo wujek założył hasło. Wiedząc, że jestem trochę bardziej zaznajomiony ze współczesną technologią, ciocia zapytała, czy mam pomysł, jak to ustrojstwo uruchomić. Powiedziałem jej, że nic mi nie przychodzi do głowy, mimo że doskonale wiedziałem, co muszę zrobić. Kiedy jednak zobaczyłem łzy w jej oczach, zdałem sobie sprawę, że chyba rzeczywiście bardzo zależy jej na szybkim odblokowaniu telefonu. „No, dobrze...” - mruknąłem. Bezceremonialnie, na oczach żałobników, podszedłem do trumny, otworzyłem wieko, wyciągnąłem rękę wujka (Panie, świeć nad jego duszą…) i zanim ktokolwiek zdołał zaprotestować, przyłożyłem jego siny palec do czytnika linii papilarnych znajdującego się z tyłu komórki. Telefon odblokował się. Następnie zamknąłem trumnę i oddałem aparat cioci. Większość członków rodziny patrzyło na mnie ze zgrozą. Tylko ciotka stała teraz uśmiechnięta od ucha do ucha. Do dziś nie wiem, co takiego ten aparat skrywał, że aż tak bardzo zależało jej na tym, by go odblokować...
8
Osiągnięcie odblokowano: wybij sobie palce podczas masturbacji przy czytaniu Anonimowych. Teraz czeka mnie miesiąc "celibatu" :(
-2
Próbowałem powstrzymać kichnięcie. Trafiłem do szpitala z uszkodzoną tchawicą. Jestem pieprzonym geniuszem.
-28
Mój sąsiad nienawidzi kotów. Jak zobaczy jakiegoś kota chodzącego po jego podwórku lub po drodze przed jego domem - od razu szuka strzelby i trafia w biednego kotka. Parę razy zwracałam uwagę nawet raz zgłaszałam policję, ale kompletnie nic nie powiedzieli mu. Nawet mandatu nie dali czy coś w tym stylu :-( Postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce. Zrobiłam z pudełka kota. Postawiłam go na mojej deskorolce i popchnęłam ją przed dom sąsiada. Nie zauważył, że ten niby "kot" jedzie na deskorolce, z czego później się strasznie śmiałam, on wziął strzelbę i zastrzelił kartonowego kota. W tym ccasie nagrałam to na telefon i wstawiłam na facebooka. Podpisałam nagranie "Morderca kartonowych kotów". Dużo komentarzy i hejtów na sąsiada. Już nigdy nie zastrzelił kotka :-) . I w taki sposób ochroniłam bezdomne kotki :P